24 lipca 2016

Henning Mankell - ''Morderca bez twarzy". Czy ten morderca w ogóle istnieje?


   Z wielu kierunków dochodziły mnie słuchy, że Henning Mankell to elita skandynawskiego kryminału. Pisarz o nietuzinkowych umiejętnościach, dzięki którym potrafił w swoich książkach tworzyć takie świetne historie o których wielu innych autorów (nie tylko tych z północy Europy) może tylko pomarzyć. Po takich zachwytach nie był bym sobą gdybym nie postanowił sam zweryfikować tych opinii, sprawdzić czy książki Mankella to faktycznie kolejne szwedzkie majstersztyki czy po prostu jedne z wielu przeciętnych kryminałów.






Kurt Wallander, czyli główny bohater "Mordercy bez twarzy" jest 42-letnim komisarzem policji z Ystad. Jego życie prywatne sypię się z każdej strony: zostawiła go żona, nastoletnia córka nie darzy go delikatnie mówiąc sympatią, a jego ojciec od wielu lat zrzędzi i ma pretensję, że Kurt w ogóle został policjantem. I właśnie w takim momencie swojego żywota na Kurta spada sprawa największego śledztwa w całej jego dotychczasowej karierze. Morderstwo... I to nie byle jakie. Jakiś psychopata morduję parę nikomu nie wadzących emerytowanych rolników. W środku nocy. A później na dodatek jak gdyby nigdy nic zwyczajnie karmi ich konia.Czy to wszystko to jakiś żart? No normalnie to chyba jakiś dobry Samarytanin, a nie rasowy przestępca. 
Śledztwo od początku nie idzie po myśli policji. Wallander pojawiając się na miejscu zbrodni znajduję starszą kobietę przywiązaną do krzesła z przedziwnym węzłem u szyi oraz jej męża, który nie miał tyle szczęścia. Został bestialsko zamordowany. Z wielkimi nadziejami wierzą, że kobieta przeżyje i pomoże rozwikłać im zagadkę tego mordu. Lecz niestety ona umiera szepcząc na łożu śmierci jedno słowo: "zagraniczny". 
Co to może oznaczać? Dlaczego konająca kobieta przekazała im akurat taką informację? Pytań jest coraz więcej i komisarz rozpoczyna wyścig z czasem chcąc dorwać morderców. 
No właśnie ale dlaczego morderców? Może był tylko jeden? Tylko skąd to wiedzieć... 
Sprawa zaczyna się komplikować jeszcze bardziej gdy do mediów przedostają się ostanie słowa zmarłej. Policja musi już walczyć nie tylko ze sprawą brutalnego morderstwa ale także z ksenofobicznie nastawioną lokalną społecznością, której część sama postanawia wymierzać ich zdaniem słuszną sprawiedliwość napadając na bezbronnych uchodźców.
Czy komisarz Kurt Wallander zagłębiając się w przeszłość ofiar tej zbrodni będzie w stanie zapobiec nieuchronnie zbliżającej się tragedii? Czy z pozoru kryształowi rolnicy byli tacy w rzeczywistości? A może wszystko jest zupełnie inne niż się nam z pozoru wydaję?

Na te wszystkie pytania próbowałem sobie odpowiadać brnąc z Kurtem przez kolejne strony "Mordercy bez twarzy" I powiem Wam szczerze, że znalezienie odpowiedzi na nurtujące mnie pytania nie było wcale taką prostą sprawą. Tak naprawdę od samego początku do prawie samego końca ciężko było znaleźć jakiś punkt zaczepienia w tej historii. Każdy trop prowadził w ślepy zaułek. Każdy z pozoru podejrzany z czasem okazywał się jednak czysty. W zasadzie zawsze czytając kryminały staram się prowadzić swoje własne "śledztwo" (taki ze mnie Myron Bolitar ;-)) Szukam różnych tropów i motywów. Zwracam uwagę na szczegóły, których autor zbytnio nie eksponuje. Taki miałem zamiar i tym razem ale totalnie nie było nic. Jak by ten tytułowy morderca nie tyle nie miał twarzy co zwyczajnie po prostu nie istniał. Podobne odczucia miał też główny bohater tej książki. Wszystko czego by nie zrobił. Każdy badany trop nie przynosił żadnych efektów. Ale na szczęście Kurt Wallander posiada niesamowitą intuicje, umiejętność łączenia faktów oraz jak to zwykle bywa w takich książkach sporo szczęścia. To wszystko razem połączone na szczęście pozwoliło mu dojść do prawdy i całe szczęście, bo w praworządnym kraju takie sprawy nie mogą pozostać bez rozwiązania.

Ogólnie muszę przyznać, że tą książkę czytało mi się od początku bardzo dobrze i co najważniejsze szybko. Nie miałem jakiś większych przestojów ale to pewnie głównie dlatego, że bardzo polubiłem komisarza Wallandera i mocno kibicowałem mu przede wszystkim w całkowitym rozwikłaniu tej zagadki ale także w ułożeniu sobie przez niego życia prywatnego. Czy to kibicowanie dało pożądane efekty na obydwu frontach? Wszystkiego dowiecie się z lektury "Mordercy bez twarzy". I choć zakończenie szczerze powiedziawszy nie zwaliło mnie z nóg i mogłoby być jakieś bardziej zaskakujące to gorąco mogę Wam polecić lekturę tej książki Mankella. Ja na pewno z chęcią sięgnę po kolejne części przygód pana komisarza już niedługo. A Wy jak zapatrujecie się na tę książkę i ogólnie na twórczość pana Heninnga? Dajcie znać chętnie poczytam Wasze komentarze. :-)

4 komentarze:

  1. Super wyszła Ci ta recenzja! :) Książka wydaje się być ciekawa, więc chyba będę musiała odwiedzić bibliotekę ;) Ale czego innego mogłam się spodziewać ;)
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, no ale miała być przecież idealna więc nie mogło być inaczej. ;)

      Usuń
  2. Bardzo fajna recenzja. Książka wydaje się fajna, więc muszę ją przeczytać :D
    Zapraszam do mnie: www.odcienczerni.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A książka jest jak najbardziej ciekawa. Dodatkowo jej niewielka objętość sprawia, że czyta się bardzo szybko i akcja nie przynudza. Polecam ją przeczytać. :)

      Usuń