14 sierpnia 2016

S.K. Tremayne - "Bliźnięta z lodu" Kirstie czy Lidia?

"Czasem wszystko jest zupełni inne, niż sobie wyobrażamy, a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość, w ogóle nie istnieje."






Ponad rok po rodzinnej tragedii w której Angus i Sara Moorcroft stracili jedną ze swoich bliźniaczek, córkę Lidię, postanawiają zmienić swoje życie. Wyprowadzają się na odziedziczoną przez Angusa wysepkę. Wszystko zdaję się być w coraz lepszym porządku. Życie zaczyna się powoli układać i wracać do normalności, a ta przeprowadzka ma pozwolić im zostawić demony przeszłości za sobą. Pewnie by tak było gdyby nie jedno wydarzenie. Bliźniaczka, która żyję (Kirstie) twierdzi, że tak naprawdę jest... swoją zmarłą siostrą Lidią.
Czy doszło do tragicznej pomyłki? Czy naprawdę mogli pomylić dziewczynki i pochować nie tę co trzeba? Czy Lidia żyję, a to Kirstie tak naprawdę zmarła tamtego feralnego dnia? A może to wszystko jest tylko złudzeniem małej siedmiolatki, która w ten sposób radzi sobie z żałobą po siostrze z którą była bardzo zżyta?
Sara postanawia dojść do prawdy. Chcę za wszelką cenę odpowiedzieć sobie co tak naprawdę się stało? Zaczyna stąpać po bardzo grząskim gruncie. Odkrywa tajemnice za tajemnicą... A gdy dowiaduję się całej prawdy ma już pewność, że życie rodziny Moorcroftów nigdy nie będzię takie samo jak przedtem. Nie po tym wszystkim co się stało...


Na " Bliźnięta z lodu" trafiłem dość przypadkowo. Przeglądałem opisy różnych książek w poszukiwaniu jakiegoś dobrego thrillera psychologicznego. I muszę przyznać, że opis tej książki przykuł moją uwagę najbardziej ze wszystkich. Chociaż może nie jest to zbyt adekwatne stwierdzenie, bo opis książki S.K. Tremayne zafascynował mnie i to bardzo. Sprawił, że najzwyczajniej w świecie musiałem tę książkę mieć, a po zakupię nie pozwoliłem jej zbyt długo czekać na swoją kolej. I pełen nadziei zabrałem się za lekturę, rzuciłem się w wir tajemnic rodzinny Moorcroft. Od pierwszych stron wyczuwałem w tej książce jakąś magię, coś ciężkiego do opisania, coś co po prostu ciągnęło mnie w jej kierunku. 
A po słowach żyjącej bliźniaczki:

"-Dlaczego ciągle nazywasz mnie Kirstie, mamusiu? Kirstie nie żyje. To Kirstie umarła. Ja jestem Lidia."

wiedziałem już, że nie oderwę się od książki. Strona po stronie chciałem poznać wyjaśnienie tej sytuacji. Kirstie czy jednak Lidia? Lidia czy Kirstie? Każdy kolejny rozdział przynosił nowe fakty, które powodowały, że obraz tej sytuacji co chwilę się zmieniał. Raz wydawało się, że to na bank jest Kirstie by za chwilę po otrzymaniu kolejnej porcji informacji pomyśleć: Może to jednak Lidia? Może pomylili się i faktycznie pochowali drugą z bliźniaczek? Paranoja, paranoja i jeszcze raz paranoja. Ta książka dosłownie do ostaniej stony trzymała w napięciu. Świetny klimat powodował, że nie dało się jej odłożyć na bok nie znając zakończenia.

Jedno co mogę Wam powiedzieć to to, że książkę "Bliźnięta z lodu" najlepiej obrazuje cytat, który zawarłem na wstępie. Podczas lektury tej książki nie możecie być pewni niczego, bo to co przyjmiecie za pewnik - jest za pewne jedną wielką bańką mydlaną, która w mig się rozpryśnie i zostawi Was z mętlikiem w głowie i mnóstwem pytań.

Tym bardziej polecam Wam tę książkę. "Bliźnięta z lodu" to kawał dobrej historii. Thriller psychologiczny z gatunku tych szalonych, pokręconych, który zabiera nas w głąb ludzkiej psychiki. A ja to ubóstwiam.

Podsumowując: W mojej ocenie jest to bardzo dobra książka, którą naprawdę warto przeczytać. Jeśli ktoś lubi książki z gatunków tych psychologicznych to powyższa pozycja na pewno przypadnie mu do gustu. Jeszcze raz gorąco polecam.


1 komentarz:

  1. Świetna recenzja, zresztą jak każda tutaj. Już się nie mogę doczekać kiedy ta książka wpadnie w moje łapki! Teraz moja ciekawość wzrosła o trzy poziomy, jak nie więcej :D

    OdpowiedzUsuń