25 września 2016

Jonathan Kellerman - "Zagadka" Duet na medal z najwyższego kruszcu.

"Totalnie chora akcja. Zwykle dostajemy uduszenia, balet z nożem. To tutaj trudniej scharakteryzować. Czuję w tym klimat wyrachowanej egzekucji (...)"


Nie ma to jak brać się za serię od jej 26-stej części. No ale cóż, bywa i tak. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi mi to jednak w przybiciu sobie piątki z Kellermanem na znak tego, że stworzył super serię. Ciekawi jaki był mój start w świat przygód psychologa Alexa Delaware? W takim razie nie bawmy się w podchody tylko przejdźmy do rzeczy. Zapraszam do dalszej części postu.



Psycholog dziecięcy ale za razem także policyjny konsultant doktor Alex Delaware zostaje poproszony przez swojego kolegę - policjanta Milo Sturgisa o pomoc. Organy ścigania dostają zgłoszenie o tym, że znalezione zostają zwłoki zastrzelonej młodej kobiety. Wielkie jest dziwienie Alexa gdy w zamordowanej kobiecie rozpoznaje osobę, którą widział w restauracji zeszłego wieczora. Osobę, które wtedy ewidentnie odgrywała jakąś rolę. Krok po kroku docierają do mrocznej przeszłości denatki. Odkrywają co raz to nowe fakty. Jaką rolę  tym wszystkim odgrywa widziany w pobliżu denatki feralnego dnia  przez Delaware mężczyzna? Wraz z postępem śledztwa krąg podejrzanych zawęża się coraz bardziej. I gdy już wydaję im się, że rozwiązanie zagadki jest na wyciągnięcie ręki wszystko obraca się o 180 stopni. Niebezpieczna gra w której karty rozdaje przebiegły i cwany gracz może doprowadzić do tragedii. Czy inteligentny psycholog i jego bystry kolega z policji zdążą złożyć tę układankę w całość nim będzie za późno? Miejmy nadzieję, że tak, bo morderca jest gotów na wszystko.

Ciekawy wstęp, fajny opis, znany autor i znana seria. Ta książka miała już na wstępie wszystko by mnie porwać, by sprawić, że będę miał ochotę sięgać po więcej i więcej Jonathana Kellermana. Czy tak było? Odpowiedź na pewno poznacie za chwilę. 
Muszę zacząć od tego, że "Zagadka" nie należy do takich książek w których rozwój wydarzeń jest bardzo powolny, akcji mamy jak na lekarstwo a jedynym czynnikiem trzymającym nas przed zamknięciem książki i odłożeniem jej na półkę jest nadzieja, że później może być tylko ciekawiej. No bo zwyczajnie nudniej być nie może. Powiedziałbym nawet, że 26 - sta część przygód Alexa Delaware jest przeciwieństwem tego typu książek. Jest niczym walka bokserska w której bokser trafia rywala już w 15 sekundzie pierwszej rundy a w kolejnych rundach tylko poprawia, niechybnie prowadząc do nokautu czyli świetnego zakończenia. Ale dość tych sportowych metafor. Czas przejść do samej książki. Przyznaje się, że przed rozpoczęciem tej lektury nie wiązałem z nią mega dużych oczekiwań. Byłem przekonany, że będzie to dobra książka ale na fajerwerki się nie nastawiałem. Gdyż zdecydowanie wolę się miło zaskoczyć niż nie miło rozczarować. I na całe szczęście tak było i tym razem. Bardzo pokrętnie skonstruowana fabuła sprawiała, że tej tytułowej "Zagadki" nie sposób było z żadnej strony ugryźć. Z każdą stroną autor prowadził nas przez tę fascynującą historię dając do zrozumienia, że idziemy w kierunku jedynego możliwego wyjścia z tego labiryntu. I gdy już wydaje nam się, że na końcu tego korytarza widzimy wyjście, uradowani do niego biegniemy to okazuje się, że zapomnieliśmy o kluczu. I trzeba znów wracać na start. Tak mniej więcej można krótko zobrazować lekturę "Zagadki" nie zagłębiając się w żadne większe spojlery.
Kolejnym wielkim plusem tej serii (stwierdzam to już po pierwszej części) są bohaterowie. Bezsprzecznie i bezapelacyjne Alex Delaware, Milo Sturgis ale także żona Alexa - Robin kupili mnie już na wstępie. Dawno nie pamiętam żeby bohaterowie jakiejkolwiek serii sprawili na mnie aż tak pozytywne wrażenie już po pierwszej książce. Pana psychologa uwielbiam za jego nieprzeciętną inteligencje, odwagę i niekonwencjonalny umysł. Pana porucznika za wiele cech ale najbardziej za tę nie do końca związaną z jego pracą, bo chodzi tu o jego genialne poczucie humoru. Ta postać nie tylko nadaje kolorytu tej serii, nie tylko sprawia, że dialogi czyta się z ogromną przyjemnością ale sprawiła także, że nie bez przyczyny pomyślałem o moim literackim autorytecie w dziedzinie "śmieszkowania" czyli Myronie Bolitarze. Autentycznie i bez żadnej przesady stwierdzam, że w kwestii poczucia humoru Milo Sturgis będzie z pewnością moim numerem dwa. No i na koniec pani doktorowa Robin Delaware. Kobieta zdecydowana, pewna siebie ale także wyrozumiała i potrafiąca usunąć się w cień i nie zadawać pytań. Kobieta wręcz idealna.
I to tak naprawdę było by na tyle jeśli chodzi o moją ocenę "Zagadki" Jonathana Kellermana. Książki, która jak najbardziej pozytywnie zapisała się w mojej pamięci i która sprawiła, że ta seria dołącza do moich ulubionych, czytanych przeze mnie z wielką przyjemnością. Myślę, że wiele pokazuje też fakt, że jeszcze podczas czytania tej książki zakupiłem "Kiedy pęka tama", czyli pierwszą część serii z Alexem w roli głównej. Krótko mówiąc: będzie czytane.

I to by było na tyle. Ja tym czasem zapraszam Was do pozostałych recenzji, tagów i Książkowego Alfabetu Lechity, do których przeniesiecie się klikając na poszczególne nazwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz