15 września 2016

Zygmunt Miłoszewski - "Uwikłanie" Mam drobny "konflikt" z panią Szacką.

"Gwałt był zabójstwem, nawet jeśli zwłoki chodziły potem przez wiele lat po ulicach."




Szeroko komentowane, brane pod lupę na lewo i prawo ale co najważniejsze powszechnie chwalone. O czym mowa?  O książkach pana Zygmunta Miłoszewskiego, a konkretniej o stworzonej przez niego trylogii w której głównym bohaterem jest prokurator Teodor Szacki. W takim przypadku musiałem wezwać pierwszego świadka ("Uwikłanie"), przesłuchać  (przeczytać) i po rozpatrzeniu materiału dowodowego (po zakończeniu lektury) wydać niepodważalny werdykt (czyli tę o to recenzję). No ale dobra, dość tej sądowo - prawniczej mowy. Czas przejść do sedna i zabrać Was do świata Zygmunta Miłoszewskiego.



W znajdującym się w centrum Warszawy klasztorze dochodzi do morderstwa. Ofiarą tej zbrodni jest mężczyzna biorący udział w niekonwencjonalnej grupowej terapii ustawień. Przybywający na miejsce zbrodni prokurator Teodor Szacki zastaję nie lada zagadkę. I mimo, że krąg podejrzanych nie jest wielki to nie ma żadnych bezsprzecznych dowodów winy żadnego z nich. Prokurator odkrywa nowe fakty, które tylko iluzorycznie zbliżają go do rozwiązania tajemnicy tego przedziwnego morderstwa. Każda nowa informacja, każda nowo odkryta karta powoduję większy zamęt w głowie Szackiego. Czy prokurator zdoła wyjść zwycięsko z tego śledztwa? Czy ujmie morderce? Czy będzie wstanie odpowiedzieć sobie na setki mnożących się w jego głowie pytań? Mnóstwo pytań i żadnych odpowiedzi.
 Teodor nie wie jeszcze, że ten morderca jest bardzo przebiegły, a rozwiązanie znajduję się bardzo głęboko w przeszłości. I zasadnicza kwestia: czy otrzyma odpowiedzi na te wszystkie pytania nim będzie za późno?

Mówiąc szczerze, lektura "Uwikłania" nie była dla mnie od samego początku taka prosta. Na samym wstępie spotkania z pierwszą częścią tej trylogii Miłoszewskiego było mi ciężko się w nią "wbić". Szła mi troszkę opornie i gdybym miał oceniać ja po pierwszych kilkunastu stronach to ta nota nie była by zbyt wysoka. Ale na szczęście nie zwykłem wystawiać ocen książkom przed ich zakończeniem. I akurat pierwszej części przygód Teodora Szackiego ta zasada wyszła na dobre. Co ja mówię na bardzo dobre, bo gdy już tak naprawdę wciągnąłem się w fabułę tej powieści to musiałem przyznać, że jest naprawdę bardzo fascynująca.

Mroczna warszawska podróż ramie w ramię z Szackim gdy już się na dobre "rozbujała" sprawiała wiele przyjemności. Ciężko było oderwać się od niej. Strona po stronie pojawiały się nowe fakty, które sprawiały, że mętlik w głowie czytelnika tylko się nasilał. I spotęgował się do tego stopnia, że samo zakończenie było dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nigdy w życiu nie przewidziałbym takiej manipulacji, motywów działania i tego wszystkiego co tam się wydarzyło. Pełen szacunek panie Zygmuncie za tak świetny pomysł na książkę.

Mimo tych zachwytów muszę jednak powiedzieć, że jest pewna rzecz, która mi w tej książce trochę nie pasowała. Wątek osobistych problemów prokuratora. Nie mam nic przeciwko wielowątkowości kryminałów wręcz jestem jak najbardziej za tym żeby w powieści pojawiały się takie momenty przy których na chwilę można "odpocząć" od krwawej atmosfery. Ale tutaj ten zabieg nie do końca mi pasował. Szacki walczący sam ze sobą. Z pozoru silny mentalnie facet na ważnym stanowisku a w gruncie rzeczy zagubiony, nie wiedzący do końca czego chce i błądzący jak przysłowiowe "dziecko we mgle". Tak jak pisałem wyżej: takie wątki w żadnym wypadku mi nie przeszkadzają ale tutaj troszkę jego zachowanie i postawa jeśli chodzi o sprawy osobiste mnie drażniła. Ale tylko trochę. ;)

Na szczęście to tylko jedna jedyna rzecz, która mi w "Uwikłaniu" nie pasowała. No może jeszcze poza tym, że żona prokuratora jest kibicem Legii ;). Ale to już tak bardziej w formie żartu. 

Także jak sami widzicie pierwsza część tej trylogii Miłoszewskiego jest jak najbardziej warta uwagi i godna polecenia. Przynajmniej z mojej strony. Ja widzę w niej prawie same plusy, a te nieliczne małe minusiki nie zepsują wrażenia kolejnego naprawdę bardzo dobrego i emocjonującego polskiego kryminału.

Dlatego myślę, że warto żeby każdy miłośnik kryminału sięgnął po tę książkę i wyrobił sobie własne, niezależne zdanie na temat tej książki. A o to przecież w tym wszystkim chodzi, bo przecież każdy z nas ma trochę innych gust. Niekiedy może podobne ale nigdy nie identyczne. I tego się trzymajcie, najpierw przeczytajcie książkę (niezależnie od opinii innych) a później wyraźcie swoją opinię. Przecież nawet jeśli książką będzie słaba to przekonacie się o tym na własnej skórze i nie będziecie musieli ślepo wierzyć w to co mówi kolega czy koleżanka.

3 komentarze:

  1. Mi generalnie postać Szackiego (przede wszystkim w aspekcie osobistym) nie przypadła do gustu. Taki rozmemlany. Za to styl pisania autora bardzo mi przypadl do gustu. Chociaż drugiego tomu nadal nie przeczytałam, to bardzo podobał mi się Bezcenny i szybciej sięgnę po Domofon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie to miałem na myśli. Sposób pisania, historia i to wszystko jest na bardzo wysokim poziomie ale ten Szacki jakiś właśnie taki nijaki i wielu momentach bardzo denerwujący. :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń