4 października 2016

Mrożąca krew w żyłach historia wprost z Zakopanego. #NaFaktach 1

Spójrz na swojego sąsiada. Tego przykładnego obywatela. Dobrego męża, ojca dwójki małych dzieci. Katolika. Patriotę. Gościa, który zawsze jest miły i kulturalny. Służy pomocą...
A teraz pomyśl, że ten świetny facet może skrywać drugą twarz. Mroczną i tajemniczą, w nawet wręcz krwawą i upiorną. Może jest seryjnym mordercą?
Uważasz, że przesadzam? Niekoniecznie. Większość psychopatów przybiera właśnie taką twarz. Twarz solidnego i nierzadko niczym nie wyróżniającego się człowieka. Takiego do którego pójdziesz po cukier gdy ci zabraknie i ten dobry sąsiad na pewno cię poratuję...


Myślisz,że seryjni mordercy to wymysł amerykańskich filmów? Że w Polsce takie rzeczy zdarzają się rzadko?
To usiądź wygodnie. Opowiem Ci historię, która swego czasu zmroziła mieszkańców Zakopanego.


Jest wrzesień 1993 roku. Zakopiańska policja otrzymuje zgłoszenie, że w samym centrum miasta odnaleziono zwłoki. Policjanci którzy przybyli na miejsce zdarzenia. zastają makabryczny widok. Zamordowaną okazuje się być  20- kilkuletnia kobieta będąca w 6 miesiącu ciąży. Kobieta była okrutnie bita i torturowana. Na domiar złego morderca zgwałcił ją przed śmiercią kijem i butelką. Jednak uwagę funkcjonariuszy przykuwa coś jeszcze. Pomimo tego, że na ciele denatki widoczne było mnóstwo ran zadanych przeróżnymi narzędziami to policjanci zwrócili szczególną uwagę na podudzia. Był tam wyrwany kawałek ciała. Po konsultacjach z biegłymi okazało się, że morderca wbił kobiecie hak w nogę pozostawiając przy tym sporą dziurę. Ze względu na to został przez media ochrzczony "hakowym".

Po tym wydarzeniu w Zakopanem zapanowała panika. Ludzie żyli w niepewności czy za rogiem nie czeka ich podobny los. Gdy w kolejnych dniach (a później tygodniach) morderca przypuszczał kolejne ataki (na szczęście nieudane) policjanci mieli już pewność, że mają do czynienia z seryjnym zabójcą. Mimo ogromnych starań organów prowadzących śledztwo nie udawało się odnaleźć sprawcy tych haniebnych czynów. Dzień po dniu w stolicy polskich gór narastała psychoza. Ludzie bali się wychodzić na ulicę. Lecz wszyscy byli pewni co do jednego... On na pewno znowu uderzy. I tak dzień po dniu, miesiąc po miesiącu a słuch o "hakowym" zaginął. Bo choć policjanci mieli świadomość tego, że seryjni psychopaci potrafią żyć w ukryciu przez wiele lat to jednak nikt nie spodziewał się takiego zakończenia....

11 lat później

W telewizyjnym cyklu "Bez przedawnień" wyemitowany zostaje materiał dotyczący tych zdarzeń z 1993 roku. Kilka dni po tym na policję zgłasza się Maria S. twierdząc, że wie kim jest osoba odpowiedzialna za te zbrodnie. "Hakowym" okazuje się mąż pani Marii, który po oglądnięciu tego reportażu sam przyznał się jej, że to on dokonał tych wszystkich straszliwych rzeczy. Piotr S (bo tak właśnie się nazywał morderca) nie chciał się zgłosić na policję więc kobieta poczuła się w obowiązku i zrobiła to za niego.

Piotr S. po zatrzymaniu przyznał się do zabójstwa ciężarnej kobiety. Podczas wizji lokalnej opowiedział o wszystkim gdzie zostawił zwłoki 
oraz jak doszło do okaleczenia: 
Twierdził, że zauważył kobietę pijąc w barze alkohol z kolegą. Postanowił pójść za nią. Później siedzieli na ławce, rozmawiali a on w pewnym momencie rzekomo zasnął. Gdy się obudził całe ręce miał umazane krwią. Zauważył zwłoki i je okaleczył.

Powyżej użyłem słowa "rzekomo" z jednej prostej przyczyny. Mężczyzna podawał coraz to nowe szczegóły zbrodni ale to wszystko nie trzymało się kupy. Zaczął twierdzić, że przy przenoszeniu zwłok pomagało mu dwóch innych mężczyzn, nie potrafił wyjaśnić dlaczego coś takiego zrobił, a zapytany o hak, którego użył w zbrodni milczał.

Po wielu godzinach przesłuchaniach oskarżony został poddany długotrwałej obserwacji sądowo - psychiatrycznej. Na jej podstawie w 2005 roku Sąd Okręgowy w Nowym Sączu uznał, że w chwili zabójstwa ciężarnej kobiety we wrześniu 1993 roku był niepoczytalny, a stany chorobowe mają u niego tendencje powracające. Sąd orzekł jednocześnie o umieszczeniu go w szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze.

I teraz pomyślcie, że ten Wasz sąsiad o którym mówiłem na samym początku może być kimś takim. Może mieć dwie twarze albo jakąś chorą, mroczną przeszłość. Co ja mówię... nie tylko sąsiad może mieć taką przeszłość. Ale także pani z kiosku, współlokator, mama, tato a może nawet Ty sam czytelniku nie wiesz o tym co sam robiłeś w jakimś transie. ;)

Mam nadzieję, że znajdą się tutaj osoby którym odpowiadał sposób w jaki przedstawiłem tę historię. Starałem się wpisać w miarę spójnie ale przyznam Wam szczerze, że dużo ciężej piszę się posty oparte na faktach. W recenzjach czy innych wpisach książkowych mogę puścić wodzę wyobraźni i piszę się bardzo lekko a tutaj trzeba było się jednak trzymać jakiś faktów. Ale jeśli będziecie chętni do kontynuacji postów w tym stylu to dajcie znać poniżej. I pamiętajcie: po cukier to lepiej do Tesco, bo sąsiad to nigdy nic nie wiadomo. Albo najlepiej przestańcie słodzić, bo kasjer w sklepie też może być przecież seryjnym mordercą. ;)

5 komentarzy:

  1. Już sam opis na początku jest podejrzany. Nie ma ludzi bez skazy... Im bardziej są idealni, tym więcej ukrywają (niekoniecznie zabójstwa, chociażby to, że naprawdę ciężko im w życiu).

    Poza tym... Wiedziałam, że cukier to zło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha ! I dlatego ja nie słodzę już od 10 lat herbaty i kawy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem za takimi postami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że kolejna osoba jest tym zainteresowana. ;)

      Usuń
  4. Jestem za takimi postami :D

    OdpowiedzUsuń