27 listopada 2016

Remigiusz Mróz - "Immunitet" Mistrz Ostatniej Strony w formie!

"Wiesz, jak to mówią - pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, do którego sami się wtrącamy."



Ostatnio na drodze moich książkowych podróży pojawiły się kolejne znajome mi twarze. Chyłka i Zordona, a bardziej profesjonalnie mecenas Joanna Chyłka i aplikant Kordian Oryński zabrali mi kilka ostatnich dni. Chociaż może nie zabrali (to za duże słowo), bo czas, który poświęciłem ich kolejnej przygodzie został mi zwrócony w postaci genialnych emocji i wrażeń.
Jesteście ciekawi jakiś moich głębszych przemyśleń na temat tej książki?
Zapraszam do lektury dalszej części postu!



Najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego zostaje oskarżony o morderstwo. Prokuratura posiada szereg dowodów na potwierdzenie jego winy. DNA na miejscu zbrodni, świadków, którzy go widzieli oraz szereg innych mocnych argumentów, które bez cienia wątpliwości wskazują sędziego jako winnego. Ten jednak uparcie twierdzi, że od lat nie był w mieście, w którym popełniono zbrodnię oraz, że kompletnie nie znał rzekomej ofiary. Zdesperowany postanawia zgłosić się o pomoc do swojej koleżanki z dawnych lat mecenas Joanny Chyłki. Pani adwokat mimo sporej ilości wątpliwości decyduje się go bronić. Sama zauważa w tym okazję na to żeby nie tylko pomóc oskarżonemu ale także żeby na tak głośnej sprawie odbudować swoją trochę nadszarpniętą reputacje. Wraz z aplikantem Kordianem Oryńskim wchodzą na coraz bardziej niebezpieczne grunty. I mimo, że z całych sił starają się wybronić klienta to każdy z wykonanych przez nich kroków zdaje się pogrążać ich coraz bardziej. Czy sędzia o tak nieposzlakowanej dotychczas opinii może mieć jednak kompletnie inną twarz - twarz psychopatycznie manipulującego swoimi obrońcami mordercy? A może jednak jest to spisek, który ma pogrążyć tego młodego zdolnego człowieka? Wraz w zagłębianie się w tę całą sprawę duet Chyłka - Oryński zaczyna odkrywać różne mroczne tajemnice... Tajemnice, których może lepiej byłoby w ogóle nie poznać.

Poprzednie trzy części przygód tego duetu prawniczego rozbudziły mój apetyt ogromnie i zarazem postawiły "Immunitetowi" bardzo wysoko poprzeczkę. Okazało się jednak od samego początku, że czwarta część "chyłkowej" serii dostosowała się wysokim poziomem do swoich poprzedniczek. Autor od samego początku w swoim stylu bez zbędnego gadania rzuca czytelnika "na głęboką wodę". Od pierwszych stron książki dzieje się i to dużo. I chociaż przez dużą część lektury (a raczej praktycznie całą) nie jesteśmy wstanie odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie: Winny czy niewinny? I choć w tych wszystkich domysłach i nowych teoriach można się pogubić to jednak nie jest to w żadnym razie przeszkoda. Wręcz przeciwnie. Wraz z każdą nową wątpliwością. Nowym dowodem przemawiającym o winie sędziego mamy coraz większą ochotę znaleźć odpowiedź na pytanie: Co tam się tak naprawdę stało?
No bo oskarżony przecież ciągle zaprzecza.
Remigiusz Mróz po raz kolejny udowadnia, że w tym co robi i jest fachowcem w każdym calu. Świetnie dopracowana historia, która im bliżej końca tym bardziej nas pochłania. Ja drugą połowę książki pochłonąłem w jeden poranek. No dobra, może nie poranek, bo jak zaczynałem czytać to było rano a jak kończyłem to była już troszkę później. Ale myślę, że to świadczy bezapelacyjnie na korzyść tej książki. Ja dla niej straciłem rachubę czasu, a to nie zdarza mi się zbyt często... Mógłbym się tu rozpisywać, że autor po raz kolejny umiejętnie zmasakrował mnie zakończeniem. Ale czy to jest konieczne? Przecież każdy kto choć raz sięgnął po którąś z książek Remigiusza wie o tym, że on jednym zdaniem na koniec potrafi wprowadzić czytelnika w ogromne osłupienie. Chociaż to jest chyba i tak spore niedopowiedzenie. Ja nazwał bym go po prostu - Mistrzem Ostatniej Strony. Ale to zdecydowanie bardzo dobra wiadomość, bo jak to kiedyś powiedział jeden z polskich polityków: "Prawdziwego mężczyznę poznaję się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna" i to stwierdzenie do dobrych autorów kryminałów powinno pasować, bo dobry twórca książek tego gatunku to taki, który samym zakończeniem potrafi sprawić, że musimy zbierać szczękę z podłogi.
Także jak sami widzicie po raz kolejny jestem pod ogromnym wrażeniem książki Remigiusz Mroza i gorąco polecam Wam "Immunitet". Tylko nie zapomnijcie przed rozpoczęciem lektury zapiąć pasy, bo jest to jazda na pełnej szybkości. A ostatnia strona wręcz wbija w fotel!

4 komentarze:

  1. Ja właśnie będę kończyła kasacje, muszę przyznać że mnie bardzo wciągnęła i jestem juz ciekawa następnych części :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze wiele dobrego przed Tobą, bo wszystkie trzymają bardzo wysoki poziom. :D

      Usuń
  2. ,,Immunitet" był naprawdę dobry! Tylko ta końcówka niemal przyprawiła mnie o zawał. Myślałam, że on z Zordonem i będzie to dziecko a tu jem i ktoś inny.
    W sumie to Kordian już nie jest nawet aplikantem, awansował! :D
    Jestem ciekawa co będzie w kolejnym tomie. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały czas próbuję zrozumieć zachwyty nad twórczością autora. Ponieważ z samej ciekawości sięgnęłam po kilka tytułów i... warstwa językowa mnie powaliła na kolana. Żargon jaki możemy spotkać jest koszmarny. Uważam, że słowo pisane, nawet kiedy traktuje o tematykę różnych środowisk społecznych, powinno trzymać poziom. Tutaj tego nie ma. Dialogi przedstawione są po prostu czymś niespotykanym ;)))) I peany wnoszące na piedestał są lekko przesadzone. Z całą moją sympatią do autora - który mam nadzieje, że przy kolejnym przypadkowym spotkaniu zamiast wymownego "aha", nie pośle w moją stronę oszczepów ;)). Ja tylko walczę o ładne słowo pisane. Nie znoszę wulgaryzmów. A w tych książkach jest zbyt wiele.
    Robiłam kilka podejść i poległam :D
    W każdym razie, coś musi być w książkach, za co czytelnicy pokochali. Ja jestem kosmitka, naczelna krytyczka. Także no. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń