17 lutego 2017

Mariusz Czubaj - "Kołysanka dla mordercy"

"Nie ma krótszej drogi od najkrótszej drogi."


Kolejna (druga) przygoda z Rudolfem Heinzem w roli głównej już za mną. Czy była lepsza? Czy gorsza niż pierwsza? Nie odpowiem na te pytania. Tego dowiecie się czytając dalszą cześć tego wpisu. 
Serdecznie polecam!

W Warszawie dochodzi do serii przedziwnych morderstw. Ktoś zabija bezdomnych. Odcina im dłonie a później wysyła te kończyny przypadkowym osobom chcąc zwrócić na siebie uwagę. Miejscowa policja z braku pomysłów jak rozwiązać tę sprawę zwraca się o pomoc do znanego na całą Polskę - specjalisty od misji niemożliwych profilera Rudolfa Heinza. Katowicki policjant rozpoczyna poszukiwania powiązań pomiędzy ofiarami. I właśnie w trakcie tych poszukiwań zaczyna dostrzegać, że śmierci kloszardów wcale nie są dziełem przypadku. W toku dochodzenia okazuje się, że te mordy mogą mieć coś wspólnego z pozoru naturalną śmiercią pewnego bogatego biznesmena. Misternie zaplanowana zemsta idealna? Dzieło szaleńca? A może jeszcze coś innego? Profiler próbuje dociec prawdy. Szuka, pyta lecz nie zawsze otrzymuje odpowiedzi. A nawet gdy je dostaje nie może być pewien, że nie są kłamstwem, którym morderca chcę go zwieźć na manowce. Czy Rudolf Heinz będzie w stanie rozwikłać tę krwawą szaradę nim będzie za późno? Czy borykający się z problemami osobistymi policjant znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania? I najważniejsze, czy te odpowiedzi pozwolą mu odkryć kto stoi za tymi okrutnymi morderstwami?

Mocno zaintrygowany pierwszą częścią przygód śląskiego profilera Rudolfa Heinza (recenzja tej książki TUTAJ) przystąpiłem do lektury "Kołysanki dla mordercy" ze sporym apetytem. No bo jeżeli "21:37" czyli książka w której poznajemy policjanta z Katowic jest bardzo dobra to jej kontynuacja musi, powtarzam musi być równie dobra. Głęboko w to wierzyłem i jak się okazało, warto wierzyć, bo zawodu nie doświadczyłem. Ba, powiem więcej ta książka zaspokoiła mój potężny apetyt kryminalny przebijając w moim rankingu pierwszą przygodę.

Co by nie mówić Mariusz Czubaj od samego początku lektury wprowadza naszą ciekawość na najwyższe obroty, a kolejnymi rozdziałami tylko podbija ją do granic możliwości. Podczas czytania tej książki nie możemy być pewni dosłownie niczego. Każdy z przesłuchiwanych może być potencjalnym mordercą ale także ofiarą. Każdy, kto teoretycznie mówi prawdę może się okazać kłamcą. No po prostu paranoja. Podczas lektury "Kołysanki..." można stać się do tego stopnia podejrzliwym w stosunku do otoczenia, że nawet patrząc w lustro można sobie pomyśleć: "Ten gość jest jakiś podejrzany, on może mieć z tym coś wspólnego". Powiecie pewnie, że to schizofrenia? Czasami ją mam ale nie tym razem. Tym razem to klimat drugiej części przygód Rudolfa Heinza wprawia czytelnika w taki nastrój. A wypuszcza dopiero gdy zamkniemy książkę. 

Nie będę się tutaj rozpisywał na temat zakończenia książki, bo jeżeli chwalę jakiś kryminał to równoznaczne dla mnie jest to, że finisz lektury był bardzo pasjonujący i tak właśnie jest w tym przypadku. Na całe szczęście Mariusz Czubaj pisząc tę książkę wyznawał zasadę, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczyna, a jak kończy. I skończył ją w iście mistrzowski sposób.

Mam nadzieję, że kogoś z Was ten wpis zachęci do sięgnięcia po twórczość pana MC gdyż moim zdaniem naprawdę warto. Intrygująca i bardzo nieszablonowa postać, świetne historię, mocne zakończenia no i sposób narracji autora, to wszystko sprawia, że obok tej serii nie można przejść obojętnie. Mariusz Czubaj to po prostu klasa sama w sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz