18 lutego 2017

Shantaram #Tytułowo1.3.


Jeżeli czytasz tekst z tej serii po raz pierwszy to szybko przejdź do poprzednich dwóch rozdziałów gdyż ten wpis jest trzecim rozdziałem całej historii.

<<Tytułowo1.2.

Natomiast jeżeli znasz już treść poprzednich rozdziałów to zapraszam do lektury dalszej części wpisu. ;)

   -  Mamo mogła byś mi podać masło? Mamo?
  
 -  Kochanie? Słyszysz co Michał do ciebie mówi? Prosi cię o podanie masła.

   Nagle otrząsnęłaś się z zamyślenia. Powróciła ci jasność umysłu.

   - Tak, jasne. Przepraszam. Zamyśliłam się - wyciągnęłaś rękę w kierunku tego młodego chłopaka. Michała. Obcego chłopaka. Bo niezależnie od tego co mówili ci wszyscy dookoła nie wierzyłaś w to, że to twój syn. Nie wierzyłaś, że to twoja rodzina. To nie mogła być prawda. Energicznie wstałaś od stołu. Krzesło z hukiem uderzyło o podłogę. Nie twoją podłogę. Nie twojego domu. Nic tu nie było twoje. Wzbierał się w tobie gniew. Kompletna paranoja. Raźnym krokiem opuściłaś jadalnie. Nie zważałaś na słowa Edwarda. Twój niby mąż mówił coś w stylu, że , masz nie robić scen, że dzieci patrzą. 

  -  A guzik mnie to interesuje. Niech patrzą, niech się uczą. Takie jest życie. Zresztą ja nie jestem ich matką. Niech robią co chcą. Obca kobieta nie będzie ich wychowywać. Nie ma opcji. - wyrzuciłaś to wszystko bardzo szybko niczym serią z karabinu maszynowego. 

   Nie zatrzymałaś się przy tym. Przyśpieszyłaś kroku.

  Przekroczyłaś próg sypialni. Nie twojej sypialni. I rzuciłaś się na łóżku. Nie twoje łózko. Kompletnie nie miałaś pojęcia co się tutaj dzieje. Od momentu tego dnia w którym ogień strawił ogród minął już ponad miesiąc. Piotr nie żył już tak długo. A ty nadal żyłaś w nieświadomości. Edward kazał ci uzbroić się w cierpliwość. Powiedział, że dowiesz się wszystkiego w swoim czasie.

   Pogrążona w swoich myślach, na początku nie usłyszałaś tego dźwięku. Coś jak by cichy śpiew ptaków. Słowik? Odgłos stawał się coraz bliższy i głośniejszy. Nasłuchiwałaś.

  - Boże kobieto to telefon! Komórka gdzieś dzwoni. A ty wszędzie węszysz spisek. - powiedziałaś do siebie.

  Wyciągnęłaś rękę w kierunku torebki w której zostawiłaś otrzymany od Edwarda telefon. Wygrzebałaś go z samego dnia i przycisnęłaś zieloną słuchawkę.

   - Halo - niepewnym cichym głosem wypowiedziałaś to słowo.

   Na początek usłyszałaś stłumione głosy. Jak by dwóch osób. Lecz za chwilę w słuchawce rozległ się już bardzo męski i mocny głos:

  - Ọ bụ oge maka mmezu nke amụma. Shantaram! Shantaram! - wykrzyczał do słuchawki mężczyzna i przerwał połączenie.

  Z telefonem w ręku stałaś niczym rażona piorunem. Co to miało być? Nie wyglądało to na głupi wybryk znudzonych nastolatków.

   Nim zdążyłaś cokolwiek zrobić do pokoju wszedł Edward. Niby twój mąż...

   - Kochanie posłuchaj - zaczął, patrząc na ciebie tym swoim irytującym tonem ekspedienta ze sklepu obuwniczego  - nie może się zachowywać jak jakaś dzikuska. Te twoje napady szału, ta twoja desperacja, do niczego nie prowadzą. Tylko źle odbijają się na samopoczuciu całej rodziny. Przecież mówiłem ci, że jak tylko dostaniemy znak z góry, że nadszedł czas spełnienia przepowiedni to zabiorę cię do niego. On ci wszystko wyjaśni. Ale na to potrzeba czasu.

   Nie potrafiłaś ukryć gniewu.

   - Pierwsza sprawa to maleńkie sprostowanie. Nie jestem twoim kochaniem - wypowiedziałaś z nieskrywanym obrzydzeniem - a druga to pytanie. Jaki do cholery on? Konkretnie! Imię! Nazwisko. Mam już dość tej konspiracji. I albo wyśpiewasz mi o co w tym wszystkim chodzi albo pójdę na policję. Mam w dupie to, że oskarżą mnie o zabójstwo Piotra. Niech mnie nawet wsadzą do pierdla. Siedząc w więzieniu będę przynajmniej wiedzieć kim jestem, za co siedzę i dlaczego.

  - Nie jestem wstanie podać ci tożsamości wodza choćbym nawet bardzo mocno chciał gdyż, nawet ja jej nie znam. Wódz Shantaram nie odkrywa przed nikim swojej tożsamości.

   Myślałaś, że się przesłyszałaś. Czy on powiedział...

   - Zaraz, zaraz - podeszłaś bliżej do Edwarda i spojrzałaś mu głęboko w oczy - jak ty nazwałeś całego tego wodza? Shantaram?! Tak?! - wykrzyczałaś mu w twarz.

   Mężczyzna zbladł i szeroko otworzył oczy. Był wyraźnie zdezorientowany. Nie wiedział co powiedzieć.

   - Nie, musiało Ci się coś przesłyszeć. Ja nic takiego nie powiedziałem - dukał twój niby mąż.

   - Kłamca! Właśnie przed chwilą dzwonił ten cholerny telefon - pokazałaś mu trzymany w ręce przedmiot - i jakiś facet krzyczał do mnie w jakimś afrykańskim języku, a na końcu wypowiedział to słowo co ty. Shantaram!

   Oczy Edwarda o mało nie wyszły z orbit.

   -  Ọ bụ oge maka mmezu nke amụma? - zapytał.

   Spojrzałaś na niego pytającym wzrokiem.

   - O czym ty do mnie mówisz? Całkiem powariowałeś? - odwróciłaś się do niego plecami. Stanęłaś przy oknie i zaczęłaś wpatrywać się w dal. Widziałaś piękny, wręcz bajkowy krajobraz. No po prostu wszystko cholernie idealne. Czekałaś na reakcję Edwarda. Ta chwila trwała jakby wieczność. Gdy już miałaś wyrzucić z siebie kolejną serię inwektyw w kierunku swojego rozmówcy wydarzyło się coś dziwnego.

   Na parapecie dostrzegłaś ruch. Zlękniona odskoczyłaś szybkim ruchem od okna.

    - Do cholery jasnej co tu się dzieje? Kruk? Co on tu robi?

   Odwróciłaś się w kierunku Edwarda i patrząc na jego twarz wiedziałaś co zaraz nastąpi. Pierwszy raz odkąd z nim mieszkałaś był aż tak pobudzony. Podekscytowany. Nerwowo zaciskał dłonie w pięści.

   - To już czas - wypowiedział te słowa z ogromną powagą - najpierw telefon i słowa w języku Igbo, że nadszedł czas spełnienia przepowiedni a teraz ten kruk - wskazał na ptaka, który z ciekawością przyglądał się waszej rozmowie- to wszystko wskazuje, że dziś jest ten dzień.

   Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w ciebie nieobecnym wzrokiem.Jakby obmyślał plan dalszego działania. Lecz za chwilę obrócił się na pięcie o 180 stopni i ruszył do wyjścia. Nim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć uciszył cię gestem ręki i nie odwracając się do ciebie rzekł:

   - Dziś jest ten dzień! Ubierz się elegancko. Za piętnaście minut wyruszamy - wypowiedział te słowa z nieskrywaną ekscytacją i zniknął za drzwiami.

   - No nareszcie coś się dzieje- pomyślałaś - czas najwyższy by w końcu ta cała parodia się skończyła.

   Skończyła? Dobre żarty dziewczyno. Ten dzień to dopiero początek...


Cięcie! Tak, w takim momencie. Ale spokojnie, jest szansa, że nie zostawię Was na długo w niepewności. Jeżeli znajdzie się spora liczba zainteresowanych to w poniedziałek opublikuje kontynuację. Jesteś chętny/chętna żeby przeczytać kolejny rozdział zdecydowanie szybciej niż jest to zaplanowane? To daj znać w komentarzach pod zdjęciem na IG lub bezpośrednio tutaj na blogu. Wszystko w Waszych rękach!


No i tradycyjnie oczywiście dziękuje  wszystkim za podrzucone tytuły:

@eterno_agosto "Syn"
@karolciareads  "Obca"
@magdula92 "Gniew"
@sylwia_magdalena.b "Kruk""Paranoja"
@takaniestatystyczna"Kłamca"
@skromneinstashaltona "Desperacja"
@_ohweirdo"Siostra", "Jasność"
@aga_bur "Komórka"
@katherinna97  "Dzikuska"
@books.and.cats.lover "Sprostowanie""Shantaram"

Propozycje, których nie wykorzystałem w tym wpisie mają szansę pojawić się w przyspieszonym poniedziałkowym wpisie. Wszystko zależy od Was. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz