26 lutego 2017

Wspomnienie #Tytułowo1.4.

Kolejny (czwarty już) wpis z serii #Tytułowo przed Wami. Jeżeli jeszcze nie znacie poprzednich części to radzę to szybko nadrobić, bo są one ściśle powiązane z dzisiejszy wpisem.

Linki do poprzednich części poniżej:


   Staliście na chodniku. Od tej pełnej emocji rozmowy z Edwardem minęło ledwie pół godziny. Szybko zapakowaliście się do lśniącej bryki twojego niby męża i ruszyliście w nieznajomym kierunku. Dla ciebie nieznajomym, bo kierowca zdawał się znać tę drogę na pamięć. Pędził jak oszalały. Nie straszne mu były żadne kontrole drogowe i fotoradary. Był w jakimś amoku. Dobrze, że żaden intruz nie wtargnął na jezdnie. Dobrze dla niego, bo Edward pewnie by go nawet nie zauważył.

   Gdy wysiadłaś z samochodu czułaś się jak po jeździe na karuzeli. Świat wirował ci przed oczami. Wzięłaś głęboki wdech. Czas uspokoić tętno. Czas wrócić do pełni koncentracji. Zamknęłaś oczy. Zaczęłaś liczyć do dziesięciu.

   Jak to mówi Piotr:

   - Licz karaluchy, na pewno przejdzie ci cały stres.

   Nie mówi. Mówił. On nie żyje. Zabiłaś go. I na dodatek wszystko było uwiecznione na filmie. Po prostu bajka.

   - Idziesz? Nie będziemy tu tak przecież stać. Lepiej żeby nikt nas nie widział. Każdy świadek jest niepożądany.

   Mówiąc to zaczął iść w kierunku furtki. Nie wiedziałaś gdzie jesteś. Nie wiedziałaś po co tu jesteś. Ale o nic nie pytałaś, bo po co pytać jak i tak nie otrzymasz odpowiedzi?

   Ruszyłaś za nim. I choć byłaś tutaj pierwszy raz w życiu. I choć powinnaś się czuć tutaj kompletnie nieswojo. To wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie, miałaś wrażenie jakby to miejsce było dla ciebie znaczące. Jakbyś już kiedyś... Nie, to niemożliwe. Coś sobie uroiłaś. To jest obcy dom. Obca furtka. Obce wszystko.

   Edward sięgnął do kieszeni. Wyciągnął z niej klucz. Włożył do zamka, przekręcił i raźnym krokiem wmaszerował na posesję.

   - Ten to ma chyba klucze do wszystkich domów świata - pomyślałaś.

   - Czekasz na specjalne zaproszenie? - odparł wyraźnie czymś zirytowany. - Nie mamy na to czasu!

   Ruszyłaś za nim ale nie powiedziałaś nic. Najchętniej to byś go rozszarpała. Zasrany posłaniec strachu, W twojej wyobraźni to był on raczej nieżywą martwą kupą gówna.

   Weszliście po schodach. Edward odnalazł w kieszeni kolejny klucz. Otworzył kolejny zamek. I uchylił drzwi.

   - Panie przodem - rzekł ze swoim branżowym uśmiechem.

   - Posłaniec zasraniec - rzuciłaś przechodząc obok niego.

   Ale on chyba tego nie usłyszał.

   - Co powiedziałaś? - zapytał nadal uśmiechnięty.

  Spojrzałaś na niego i pohamowując śmiech odparłaś:

   - Że mamy bardzo mroczne popołudnie. Taki klimat, który jest przesycony strachem. To śmiertelne napięcie normalnie przenika mnie do szpiku kości. Czuje się jakbym była bohaterką którejś z powieści Harlana Cobena.

   - Kogo? - Edward patrzył na ciebie zaskoczonym wzrokiem.

   - "Niewinny"? "Klinika śmierci"? "Kilka sekund od śmierci"? - wyliczałaś - naprawdę nic ci te tytuły nie mówią? Dobra, nieważne. - machnęłaś ręką. - Lepiej prowadź mnie gdzie trzeba, bo dyskusja z kompletnym ignorantem nie należy do moich ulubionych zajęć. Zresztą nie mamy na to czasu Edwardzie!

   Mężczyzna wyminął cię i poszedł przed siebie. Lecz nagle zatrzymał się i zaczął wpatrywać się raz w jedne drzwi.

   - Co się zastanawiasz miernoto? - zapytałaś.

   Edward nie odrywając oczu od drzwi powiedział bardzo cicho:

   - Z wodzem Shantaram mieliśmy spotkać się w bibliotece - zamilkł na chwilę - tylko, że ja nie pamiętam, które drzwi prowadzą do biblioteki.

   Nim zdążył wypowiedzieć te słowa ty stałaś już na drugim stopniu drewnianych schodów prowadzących na górę.

   - Oj Edziu, Edziu. Co Ty byś beze mnie zrobił. Przecież biblioteka jest na pierwszym piętrze - powiedziałaś to i zatrzymałaś się w połowie drogi na górę.

   - Bingo! No tak! - mężczyzna uderzył się otwartą dłonią w czoło. - Ale zaraz zaraz. Skąd ty to wiesz?

   - W sumie to nie wiem... - odpowiedziałaś ale też zaczęłaś się nad tym zastanawiać - ale czy to ważne? Ważne, że tam jest. No chodźmy.

   Wykonałaś szybki skok i jednym krokiem pokonałaś ostatnie dwa schodki prowadzące na górę.

   Nie czekając na Edwarda skręciłaś w prawo. Ruszyłaś ciemnym korytarzem przed siebie. Skąd wiedziałaś gdzie iść? Nie miałaś pojęcia. Po prostu szłaś jakby wiedziona instynktem. Do niedawna czułaś się kompletnie zagubiona. Miałaś zwidy. Paranoja zawładnęła twoim życiem. Obsesja, tak chyba należało to nazwać. Ale teraz to wszystko zniknęło. Teraz czułaś podniecenie. Ogromną fascynację tym co miało zaraz nastąpić.

   Dopadłaś do drzwi znajdujących się na końcu korytarza. Nie czekałaś na polecenia Edwarda. Nie zważałaś na jego krzyki dobiegające gdzieś z tyłu. Wiedziałaś, że drzwi, które masz przed sobą to są właśnie te drzwi. Drzwi do biblioteki. Miejsca, w którym to wszystko miało się wyjaśnić.

   Nacisnęłaś klamkę. Drzwi uchyliły się cicho skrzypiąc. Weszłaś do środka, a pierwszą myślą, która cię uderzyła było to, że znasz to miejsce. Byłaś tu kiedyś. Chociaż nie, powiedzieć, że tutaj byłaś to głębokie niedopowiedzenie. To nie był żaden dom śmierci. To był twój rodzinny dom. Dom w którym się wychowałaś.

  Z zamyślenia i wspomnień wyrwał cię dźwięk zamykanych drzwi. Edward zdyszany wpadł do pomieszczenia. Lecz nim któreś z was zdążyło się odezwać spostrzegliście ruch. Krzesło obrotowe stojące przy biurku z wolna zaczęło się okręcać. Ta chwila zdała się trwać bardzo długo. Ale gdy już krzesło odwróciło się przodem do ciebie. Gdy już patrzyłaś na osobę siedząca za biurkiem. Nie potrafiłaś ukryć zdumienia. Łzy stanęły ci w oczach. Wspomnienia wróciły.

   Pamiętałaś to aż za dobrze. To miały być najcudowniejsze wakacje w waszym życiu. Ty, Piotr, twoja ukochana siostra Paulina i jej mąż. Wygrałaś wtedy wycieczkę na jakąś egzotyczną wyspę. Nie dało się ukryć byłaś wielką szczęściarą. W mgnieniu oka spakowaliście się i ruszyliście w podróż.

   Ekscytacja, euforia, podniecenie. Te słowa nawet nie opisywały uczuć, które wam towarzyszyły.

   Lecz ten stan uniesienia nagle zmienił się w koszmar. Nadszedł ten feralny dzień. Nic nie zapowiadało tragedii. Ale takich rzeczy chyba nie da się przewidzieć, prawda?

   Obudziłaś się bardzo wcześnie ale gorące słońce dawało o sobie znać. Upał nie miłosierny. Czyli dzień jak co dzień na tej wyspie. Odwróciłaś się na prawy bok lecz Piotra już nie było. Musiał bardzo wcześnie wstać. Lubił budzić się przed tobą by wybierać się na spacer do pobliskich lasów. I choć powtarzałaś mu, że przecież jest to bardzo niebezpieczne, bo w tych lasach grasuje wiele groźnych zwierząt to on nic sobie z tego nie robił. Po prostu lubił adrenalinę.

  Wstałaś z łóżka. Oparłaś stopy o chłodną jeszcze podłogę i już miałaś sięgnąć po stojącą na szafce butelkę z wodą ale coś cię zatrzymało. Usłyszałaś głośne stukanie do drzwi więc ruszyłaś w ich kierunku, Łomotanie nie ustawało. 

   - Już już! Spokojnie! Idę!

   Dotarłaś do drzwi. Otworzyłaś je. A obraz, który miałaś przed oczami był przerażający. 
  
   Przed tobą stał Rafał, mąż twojej siostry. Tylko wyglądał jakoś inaczej. Dziwniej. Jakby był przez noc schudł. Tak, był zdecydowanie chudszy. I czymś niemiłosiernie przestraszony.

   - Rafał? Co się dzieję? O co chodzi? Dlaczego wyglądasz jakbyś zobaczył najczarniejszy strach? Umarł ktoś? - próbowałaś zażartować ale był to chyba bardzo nietrafiony żart.

   - Nie. Mam nadzieję, że nie. Ale Paulinka zaginęła. Nie wiem gdzie jest. Myślałem, że jest u was ale widzę, że tutaj też jej nie ma. Boże! Tylko żeby nic się jej nie stało. Sama wiesz jak tutaj jest groźnie. Te lasy. To wszystko - histeryzował twój szwagier,

   - Spokojnie, wyluzuj. Może poszła się przejść. Popatrz Piotrka też nie ma. Może wyszła z nim i zaraz...

   Nie zdążyłaś nawet dokończyć zdania, bo do mieszkania wbiegł przestraszony Piotr. 

   - Co to jakiś dzień straszenia porządnych obywateli? Załóżcie klub. Nazwijcie go "Przerażacze" i straszcie wszystkich okolicznych mieszkańców. Ale mi dajcie już spokój - znowu próbowałaś rozładować atmosferę ale znowu coś nie wyszło.

   Zdyszany Piotr zaczął mówić:

   - Paulina - Rafał spojrzał na niego przerażony - wyszliśmy się przejść i w pewnym momencie zaatakował nas jakiś dziki zwierz. Próbowałem z nim walczyć ale do było na nic. Na szczęście pojawił się jakiś tubylec, który zastrzelił to zwierze. Ale dla Pauliny było za póżno. Ten gepard, puma czy co to tam było rozszarpał jej twarz. Ona nie żyje - zakończył Piotr i zalał się łzami - pieprzona wyspa strachu - dodał.

   Wszyscy zalaliśmy się łzami. Ta wycieczka na zawsze zmieniła twoje życie. Straciłaś siostrę. Swoją kochaną najbliższą siostrę bliźniaczkę.

  Lecz teraz stałaś w bibliotece swojego domu rodzinnego i wpatrywałaś się w tę znajomą twarz. Twarz twojej siostry. To musiały być omamy. Przecież ona nie żyła. Od 5 lat. Sama widziałaś jej martwe ciało leżące pośród liści w tym krwawym lesie.

   - Co Ty Aga taka zdziwiona? Z siostrą się nie przywitasz? -  odparła wesoło twoja siostra.

   Nie wiedziałaś co zrobić. Co powiedzieć. Byłaś w szoku.

  - Usiądź spokojnie - powiedziała wskazując drugi fotel - i napij się tej chińskiej herbatki, Spokojnie to żadna trucizna - chwilę zawiesiła głos - powiedzmy, że to lekarstwo na lęk.

   - A lepiej żebyś miała siłę ją wysłuchać, bo to nie będzie przyjemna bajeczka tylko bardziej mordercza, krwawa wyliczanka.

   Nie miałaś siły się sprzeciwiać. Opadłaś na wskazany fotel, sięgnęłaś po kubek z parującym napojem i zaczęłaś słuchać opowieści swojej tragiczne zmarłej siostry.

Mam nadzieję, że wpis się podobał. Jeżeli tak to dajcie znać w komentarzach. Tymczasem dziękuje osobom wymienionym poniżej, które aktywnie uczestniczą w tworzeniu tej historii podając mi tytuły:

@kasiaharasymowicz "Intruz"
@karolciareads , "Klucz""Skok""Obca"
@agiagusagnes "Świadek"
@takaniestatystyczna "Trucizna","Posłaniec strachu"
@skromneinstashaltona 'Chudszy",Klinika śmierci, "Mroczne popołudnie"
@protegemoidemesdesires "Karaluchy",
@_ohweirdo"Siostra",
@katherinna97 "Bingo!" " Przerażacze"
@domson1394 "Najczarniejszy strach", "Śmiertelne napięcie".
@books.and.cats.lover"Kilka sekund od śmierci", "Obsesja", "Krwawa wyliczanka", "Wyspa strachu""Dom śmierci"

Dzięki wielkie za uwagę i do następnego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz