2 marca 2017

Czytelniczy luty w pigułce. ;)

Hello! Witajcie koledzy i koleżanki! Przyjaciele i przyjaciółki! Fani i psychofani! I wy wrogowie również czujcie się przeze mnie serdecznie powitani!
A skąd się bierze ta Twoja dzisiejsza serdeczność, Danielu? Zapytacie. A ja Wam odpowiem, że... w sumie to nie wiem. ;)
Każdy (nawet ja) ma w życiu takie dni w których bez powodu zmienia się z marudzącego gbura w sympatycznego... niegbura. Wiem, nie ma takiego słowa. Ale nie czepiajmy się o takie szczegóły. Cieszmy się, że właśnie zaczyna się marzec, bo przecież jest to miesiąc w którym zacznie się wiosna. Może nie tak od razu ale już jest do niej bardzo blisko.



Ok, ale dość tych meteorologicznych podjarek, czas na merytoryczną część tego wpisu. 

WOW Danielu ale Ty mądrze prawisz. ;)

Jak zdążyliście się już pewnie zorientować ten wpis jest wpisem podsumowujący ostatni miesiąc jeżeli chodzi o moje książkowe osiągi. Ciekawi jesteście ile książek przeczytałem? Jakie to były książki? Którą uważam za najbardziej spektakularną? Oraz jaki bohater wygrał sobie moją sympatię? To zapraszam do dalszej części tego wpisu. ;)

1. Statystycznie - liczbowo.

Przeczytane w lutym - 5 książek.

Kupione w lutym - 1 książka! REKORD! A jest nią "Już mnie nie oszukasz" Harlana Cobena czyli absolutny mus. ;)

Liczba stron - 1812 stron

Średnio stron dziennie - około 65 stron

Nowych autorów - 2 - (Robert Małecki, Chris Tvedt)

Ilość autorów przeczytanych w lutym - 5

2. NAJ w miesiącu.

NAJgrubsza -  Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz" - 413 stron

Jak widać po ilości stron najgrubszej książki, ten miesiąc nie był miesiącem cegiełek. Królowały tu bardziej pozycje, których ilość stron nie powalała na kolana. Ale zdecydowanie bardziej dla mnie liczy się jakość i przyjemność z czytania, a nie ilość.

NAJcieńsza - Graham Masterton - "Złodziej dusz" - 270 stron

270 stron ale ile emocji. Ile stresu. Grozy. I akcji. Ale ciii... o tym więcej w poniższej opinii. ;)

NAJszybciej przeczytana - Chris Tvedt - "Na własną rękę"- 50 godzin od momentu rozpoczęcia do momentu zakończenia.

Dawno nie czytałem z taką prędkością jak w tym przypadku. A to chyba coś znaczy.

NAJbardziej spektakularna - Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz"

Słowa są zbędne. To po prostu trzeba przeczytać. :)

NAJlepszy bohater - kot Tibbles z książki "Złodziej dusz" Grahama Mastertona

Mówią, że koty mają 7 żyć. Tibbles to potwierdza. Ale nic więcej nie powiem. ;)

NAJlepszy cytat/fragment - Ze względu na to, że jest bardzo śmieszny to ten z książki Mastertona:






3. Lista przeczytanych książek:

1. Zygmunt Miłoszewski - "Ziarno prawdy" - 366 stron
2. Robert Małecki - "Najgorsze dopiero nadejdzie" - 406 stron
3. Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz" - 413 stron
4. Chris Tvedt - "Na własną rękę" - 356 stron
5. Graham Masterton - "Złodziej dusz" - 270 stron

4. Opinie o książkach.

ZIARNO PRAWDY - ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI

Sandomierz, wydawać by się mogło, że jest to idealne miejsce to rozpoczęcia nowego spokojnego życia. To tutaj swój żywot po różnego rodzaju warszawskich perturbacjach kontynuuje prokurator Teodor Szacki. Lecz ten spokój zakłóca pewne makabryczne zdarzenie. Znalezione zostaje ciało martwej kobiety. Brutalnie okaleczonej. Z pociętym gardłem. Czy jest to zemsta z przeszłości? Czy raczej dzieło jakiegoś szaleńca? Prowadzący śledztwo prokurator szybko wpada na pewien trop i gdy wydaje się, że jest już blisko rozwiązania tej zagadki, wszystko zmienia się o 180 stopni.
Muszę przyznać, że kolejną po "Uwikłaniu" podróż z Teodorem Szackim w roli przewodnika uznaje za bardzo udaną. Chyba nawet bardziej udaną niż pierwsza. Nie wiem czy jest to spowodowane tym małomiasteczkowym klimatem Sandomierza (który nadawał historii uroku) czy czymkolwiek innym ale lektura "Ziarna prawdy" od początku była fascynująca, klimatyczna i bardzo tajemnicza. Nie było momentu nudy. A gdy na ostatnich stronach doszło do rozwiązania historii nie sposób było ukryć zdumienia. Takiego zakończenia nie byłbym w stanie przewidzieć. Nie ma takiej opcji.
Przyznaje się Wam szczerze, że mocno żałuje, że tak długo zwlekałem z sięgnięciem po tę książkę. Chociaż z drugiej strony to ociąganie się ma też swoje plusy. Bo jeżeli trylogia z prokuratorem Szackim już w ⅔ jest za mną to każda minuta zwłoki sprawia, że nie skończe jej tak szybko. Bo jak coś jest dobre to aż żal to kończyć.

NAJGORSZE DOPIERO NADEJDZIE - ROBERT MAŁECKI

"Najgorsze dopiero nadejdzie" za mną. I muszę Wam powiedzieć coś zupełnie szczerze. Jak wiecie nie zdarza mi się zbyt często narzekać na książki, ich treść czy cokolwiek innego. Ale tym razem niestety muszę to zrobić. Po zakończeniu lektury muszę powiedzieć, że bardzo nie podobają mi się dwie kwestie. Po pierwsze: Fakt, że ta książka ma tak mało stron, a po drugie i najważniejsze, że nie ma jeszcze drugiej części. Autorze, ja się pytam: Kiedy kolejna książka? 
Poza tymi dwoma mikro wadami nie widzę w tej książkowej przygodzie minusów. 
Piekielnie mocna i szybka akcja. Autor od samego początku rozpoczyna mocnym uderzeniem, a kolejnymi stronami i rozdziałami tylko tę prędkość poprawia. Gdy wydaje nam się, że doszliśmy już do maksymalnej prędkości to Robert Małecki udowadnia nam, że można jeszcze tę akcję przyspieszyć. 
Harlan Coben wypowiadał się kiedyś na temat książki "Ścigany" brytyjskiego autora Simona Kernicka, że ten "pisze z pedałem gazu wciśniętym w podłogę". Myślę, że gdyby przeczytał "Najgorsze..." to wypowiedział by się w podobnej tonacji. Moim zdaniem moc, prędkość i fabuła debiutu Roberta Małeckiego nie ustępuje ani na krok twórczości Simona Kernicka. I nie ma w tym ani grama przesady. 
No i Marek Bener, świetna postać, której nie sposób nie polubić od pierwszego wejrzenia. A raczej od pierwszego przeczytania. 
Gorąco polecam Wam te książkę wszystkim, którzy uwielbiają w książkach mnóstwo akcji. Nuda? Przepraszam a co to jest? W tej książce takie momenty nie występują. 


JUŻ MNIE NIE OSZUKASZ - HARLAN COBEN

Można powiedzieć o tej książce powiedzieć, że jest dobra? Oczywiście, że można. Można o niej powiedzieć, że jest pasjonujaca? Również można. Ale tak naprawdę co by się nie powiedziało na jej temat to będzie to głębokie niedopowiedzenie. Harlan Coben serwuje swoim czytelnikom danie wyborne. Danie z gatunku takich, które jak zaczynamy jeść to nie możemy się oderwać, a jak skończymy to wzrokiem kota ze Shreka błagamy o dokładkę. I tak właśnie jest też w tym przypadku. Od książki "Już mnie nie oszukasz" nie sposób się oderwać. Czytamy, czytamy i czytamy. Świat do około nie istnieje. A gdy dochodzimy do zakończenia... Ciężko to opisać. Ono nie zwala z nóg. Ono nie jest zaskakujące. To nie są odpowiednie określenia. Finisz tej książki sprawił, że nie potrafiłem wykrztusić z siebie słowa. Przez kilka godzin od zakończenia nie mogłem skupić się na niczym. Dopiero po kilku dniach potrafiłem jakoś konkretnie wypowiedzieć się na temat tej książki. Dlaczego? Bo pan Harlan Coben zniszczył system. W poprzednich książkach zaskakiwał, w tej natomiast zmiótł wszystko i udowodnił, że nie bez przyczyny nazywany jest współczesnym mistrzem thrillera.

NA WŁASNĄ RĘKE - CHRIS TVEDT

Na okładce książki jest napisane: "Chris Tvedt to nowa gwiazda skandynawskiego kryminału". 
Mhmmm, tak na pewno. Każdy mniej znany autor z tego regionu Europy nazywany jest "nową gwiazdą", "nowym Stiegiem Larssonem", "najwybitniejszym autorem od czasów..." i tak dalej. Już tego rodzaju porównania mocno mi się przejadły i jak widzę takie opinię to podchodzę do nich sceptycznie.
Lecz tym razem wychwalanie Chrisa Tvedta wcale nie jest (moim zdaniem) przesadzone. Co prawda może daleko mi do tego żeby nazywać go nową gwiazdą (czy w ogóle gwiazdą) skandynawskiego kryminału, bo po jednej książce nie zwykłem nazywać kogoś gwiazdą ale przyznaje, że książka "Na własną rękę" ma moc.
Jeżeli szukacie thrillera, którego duża część fabuły rozgrywa się na sali sądowej, a głównym bohaterem jest inteligentny i odważny prawnik to jest to właśnie książka dla Was. 
W książce "Na własną ręke" dzieje się tak dużo. historia jest tak poplątana, a zakończenie tak nieszablonowe, że śmiało można tę książkę nazwać magiczną. Jak zasiadałem do jej lektury to zdania zmieniały się w strony, strony w rozdziały i miałem wrażenie, że czytam ledwie 15 minut, a okazywało się, że właśnie gdzieś przypadkiem uciekły mi 3 godziny z życia
Krótko mówiąc Tvedta gwiazdą na razie nie nazwę, bo na to za wcześnie ale przyznaje, że jestem jego twórczością bardzo zafascynowany.

ZŁODZIEJ DUSZ - GRAHAM MASTERTON

Najmniej kryminalna pozycja w tym miesiącu ale wcale nie nudna. Bo trupy i tak były. Wszyscy chcieli zabijać... sami siebie. I to nie wszystko. Bo najpierw nie żyli, a potem znowu żyli. Ale później znowu nie żyli i... Masakara co tam się działo! Duchy, zjawy, demony. Nie żywi ludzie. Koty bez oczu. Psy bez głowy. I takie pokrętne wyjaśnienie całej tej historii na zakończenie, że zapragnąłem więcej książek Grahama Mastertona. Serio, po tej pasjonującej lekturze naszła mnie ogromna ochota na zwiększenie ilości horrorów w moim księgozbiorze. I wiecie co? Tak własnie zrobię. A Masterton i stworzony przez niego Jim Rook będą początkiem mojego powrotu do horrorów. ;)

To w sumie chyba tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że tego typu wpisy przypadną Wam do gustu, bo mam zamiar w ten sposób podsumowywać każdy miesiąc.

P.S. Kto bardziej spostrzegawczy zauważył pewnie, że część opinii to te które pojawiały się na moim IG. Ale publikuje je też tutaj żeby wszystkie były w jednym miejscu,bo recenzji pisać już nie będę. Będę tylko pisać tego typu opinie pod zdjęciami i w podsumowaniu miesiąca.

Tymczasem życzę Wam miłego wieczoru i zapraszam na jutro. O 17:00 pojawi się kolejny wpis. ;)

1 komentarz:

  1. Gratuluję tak wysokiego wyniku :)

    http://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń