27 września 2017

Maxime Chattam - "Sen śmiertelników" #UdającRecenzenta 1

"(...) to nie jeden z tych thrillerów do pociągu, w których bohater na ostatnich stronach odkrywa cała prawdę, a zaraz po nim ten zły wygłasza monolog. Nic z tych rzeczy. Teraz, zaraz pokaże wam życie, i tyle. Porowate, oślizłe, niesprawiedliwe, niedopełnione."




Te kilka zdań, to tylko część całej preambuły, którą Maxime Chattam zaczyna swoją najnowszą powieść "Sen śmiertelników". Autor już na samym wstępie daje czytelnikom jasne przesłanie: Jeśli chcesz poznać prawdę, to musisz się postarać, bo jej odkrycie nie będzie takie proste. Nie dostaniesz jej na tacy. Nikt nie poprowadzi Cię za rękę wskazując przy tym zabójce, motyw i wszystko to co w kryminałach wychodzi na jaw na samym końcu, czyli krótko mówiąc ich kwintesencje. Tutaj musisz sam poruszyć swoje szare komórki żeby poznać brutalną prawdę. Tylko czy naprawdę warto oddać tej książce swój cenny czas?

W zoo w podparyskim Vincennes pracuje młody chłopak imieniem Pierre. Delikatnie mówiąc jego życie nie należy do najbardziej udanych. Walczył z depresją. Jego kontakty  z kobietami są... bardzo pokrętne. Odciął się od rodziny. No i ta praca... Pierre na co dzień trudni się... sprzątaniem zwierzęcych odchodów. Po prostu żyć, nie umierać...

Ale pewnego dnia jego życie kompletnie się odmienia. Spotka Ophelie. Kobietę, której niespotkane hobby przyprawia o dreszcze. Gęsią skórkę. I budzi (nawet we mnie ;)) swego rodzaju niepokój. Ophelia kolekcjonuje... samobójstwa. 

Brzmi intrygująco? A randki na cmentarzu? Nieźle prawda? Odkąd Pierre poznaje tę ekscentryczną dziewczynę takie sytuacje stają się dla niego codziennością z którą zaczyna się godzić. Nie sposób jednak nie przyznać, że ta relacja jest bardzo mroczna i tajemnicza. A gdy coraz więcej osób z najbliższego otoczenia chłopaka zaczyna ginąć, nie sposób nie odnieść wrażenia, że znajomość z "kolekcjonerką samobójstw" ma z tym sporo wspólnego.

Uwielbiam to uczucie, gdy jeszcze kilka miesięcy, nie znałem autora, a teraz sięgam po jego książkę z wielkimi oczekiwaniami. Tak było właśnie i tym razem. Maxime'a Chattam'a poznałem po raz pierwszy, i książkowo i osobiście w maju tego roku. Obie znajomości były jak najbardziej udane. Dlatego z drugą książkową podróżą z tym francuskim autorem w roli przewodnika wiązałem wielkie na dzieję. I... poniżej opowiem Wam szczegółowo o moich odczuciach związanych z lekturą książki "Sen śmiertelników".

Po pierwsze: Intrygujący wstęp, który wzmaga ciekawość.

Ta książka lepiej zacząć się nie mogła. Tak jak pisałem na wstępie tego wpisu, Pan Autor w pierwszych słowach książki, jasno i klarownie, że taryfy ulgowej nie będzie, że synapsy mózgowe muszą pójść w ruch, bo rozwiązania, takiego jasnego i czytelnego jak w większości kryminałach nie będzie. Prawda w historii będzie się przemykać ale żeby ją dostrzec nie wystarczy "przelecieć" pobieżnie po historii. Trzeba się naprawdę wysilić. A to już od pierwszej chwili spotęgowało moją fascynację. Więc karteczka i długopis w dłoń i Sherlock szukał tropów. ;)

Po drugie: Bohaterowie, których dziwność bywa czasem przerażająca.

Cynik sprzątający każdego dnia zwierzęce odchody? Dziewczyna, której pasją są samobójstwa? Gość, który najchętniej uderzał by wszystkich przez łeb łopatą? Kobieta, której miłość do zwierząt... Nie dobra, nie będę wszystkiego zdradzać. Zresztą niektóre kwestię nawet mi nie przejdą przez gardło, czy też w tym przypadku przez klawiaturę. ;) Ale mimo to, czy obok takiej niekonwencjonalnej (delikatnie mówiąc ;)) ekipy bohaterów da się przejść obojętnie. Ba! Powiem więcej, i myślę, że każdy czytelnik się ze mną zgodzi, postacie o dziwnym poczuciu humoru, skrajnych charakterach czy mające przerażające pasję dodają każdej powieści niesamowitego kolorytu. Możemy czasem się ich bać, czasem mogą nas irytować ale bez nich lektura nie byłaby już taka dobra. I tak właśnie było w tym przypadku. Autor wykreował postacie nietuzinkowe, które zdecydowanie podnoszą moją ocenę tej książki.

Po trzecie: Historia, która nie pozwala oderwać się ani na chwilę od lektury.

Krótko mówiąc jazda bez trzymanki, która od samego początku zaczyna się mocno. Chattam ani na moment nie zwalnia tempa. Wręcz przeciwnie,  z każdą kolejną stroną, autor stara się tą prędkość podnosi i wychodzi mu to całkiem, całkiem. No dobra, wychodzi mu wybornie. Kto jak kto ale ten pan ma łatwość pobudzania ciekawości. Nawet jak już chcę się odłożyć książkę na półkę, żeby zająć się czym innym, to rozdział kończy się tak, że możemy o tym zapomnieć. Nie ma takiej opcji. Jesteśmy jak marionetki, nieświadomie biorące udział przedstawieniu, którego plan jest z góry nakreślony , nie dając nam możliwości sprzeciwu.

Po czwarte: Zakończenie, po którym kilka dobrych chwil zastanawiasz się "co to się stało".

Chyba każdy fan gatunku zgodzi się ze mną, że w książkach z szeroko pojętego gatunku kryminalnego, najważniejsze jest zakończenie. Jasne, nie powiem, że wszystko co je poprzedza nie jest ważne, bo to jakby powiedzieć, że ta przysłowiowa wisieńka znajdująca się na torcie jest najważniejsza w tej całości. Nie, ona nie jest najważniejsza, ona tylko wieńczy dzieło i dopełnia perfekcji. I tak jest właśnie w tym przypadku, tylko, że w tym przypadku zamiast wisieńki na tym książkowym torciku, dostajemy coś jeszcze lepszego. Zwieńczenie historii, które sprawia, że książka zostaje z nami na długo. Nie potrafimy przestać o niej myśleć. Nie potrafimy przestać analizować każdego szczegółu. Po prostu daje nam baaaardzo wiele do myślenia nawet wiele dni po odłożeniu jej na półkę. A takie pozycję, które pozostawiają we mnie swój ślad na dłużej, cenie sobie najbardziej.

Wniosek: Może być jeden i bardzo jasny. Maxime Chattam to jeden z takich autorów, który w swoich książkach oprócz genialnie skonstruowanej warstwy fabularnej, zawsze ma nam też do przekazania coś więcej. Coś co uczy i nierzadko, zmusza do pewnych głębszych przemyśleń. I tak właśnie w przypadku książki "Sen śmiertelników". Pod sporą ilością cynizmu bohaterów, pod niemałą ilością krwi, trupów, przemocy i kłamstw możemy odnaleźć przesłanie i wiele przydatnych rad. Pan Autor pokazuje nam tą powieścią , że życie to nie jest tak proste i oczywiste, że nie zawsze to co widzimy jest prawdziwe. Czasem prawdy trzeba poszukać dużo głębiej. Dlatego właśnie tak bardzo polecam Wam tę książkę. Uwierzcie mi, naprawdę warto poznać tę książkę.

Bonus: Tak! Ten wpis oznacza, że powracam do pisania recenzjo-opinii. W troszkę zmienionej, bardziej zorganizowanej formie, która sprawi, że Wam będzie czytało się te teksty lepiej, a mi będzie się je lepiej pisało. Niż kiedyś, rzecz jasna. Czy faktycznie tak będzie? Mam nadzieję i głęboko wierze, że tak. A jak to mówią, wiara czyni cuda. Ale mówią też, że nadzieja jest rodzicielką osób niezbyt mądrych więc może zamiast przemawiać starymi mądrościami pozwolę przemówić czynom. Więc już teraz czujcie się zaproszeni do przeczytania kolejnego wpisu, a dzisiaj możecie zostawić miły komentarz, w którym napiszecie jak bardzo cieszycie się, że Daniel wrócił do pisania i to w takim stylu. ;)

A na koniec zostawiam Was z pytaniem zadanym przez Maxime'a Chattam'a: 
"Czy człowiek ma przestać czytać książki pod pretekstem, że trafił już na tę wyjątkową?"

6 komentarzy:

  1. Powtórzę się: I ty nie potrafisz pisać recenzji?
    Całkiem nieźle Ci to wyszło, ale w sumie co się dziwić. W końcu pisałeś o Chattamie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo może coś tam potrafię ale nie jestem tego taki pewny ;)
      Mam nadzieję, że ten śmiały komplement nie pojawił się właśnie tylko ze względu na Twoją sympatię do autora... No i do mnie, rzecz jasna również ;)

      Usuń
  2. No. Także zakupy na październik mam już zaplanowane. 👍
    A tak poważnie to mega mnie zainteresowałeś tymi "niekonwencjonalnymi" bohaterami 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten argument Cię przekonał, bo książka jest zdecydowanie warta bliższego poznania. ;)

      Usuń
  3. Chattam to jeden z tych autorów, których planuję poznać od dawana i ciągle jakoś mi się nie udaje. A mam niemal pewność, że świetnie się odnajdę w jego książkach. To, co piszesz o "Śnie śmiertelników" tylko mnie w tym utwierdza. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że warto przesunąć go na liście "do poznania" o kilka pozycji wyżej, a już najlepiej oznaczyć jako priorytet ;)

    OdpowiedzUsuń