21 października 2017

Robert Małecki - "Porzuć swój strach" #UdającRecenzenta 3

"Prawda, którą poznasz, zaboli cię. Ale nawet najgorsza prawda jest lepsza niż doskonałe kłamstwo."



Robert Małecki po raz drugi! Marek Bener po raz drugi! Czy druga część spełni pokładane w niej oczekiwania i dostosuje się do wysokiego poziomu, które narzuciła jej poprzedniczka? Jesteście ciekawi moich przemyśleń na temat najnowszej książki tego sympatycznego toruńskiego autora? Jeśli tak, to zapraszam Was do dalszej części tego wpisu. A jeśli nie jesteście ciekawi to... również zapraszam, bo jestem pewny, że znajdziecie tam coś dla siebie. ;)

W drugiej części serii, Marek Bener zostaje poproszony przez rodzinę zaginionej maturzystki o jej odnalezienie. Jako, że jest on nie jako "specem" w dziedzinie odnajdywania ludzi, stwierdza, że z chęcią podejmie się tego wyzwania. Z czasem jednak okazuje się, że chęć pomocy rodzinie zaginionej oraz sowite wynagrodzenie nie są najważniejszą motywacją toruńskiego dziennikarza.
W trakcie śledztwa udaje mu się ustalić, że młoda dziewczyna prze zniknięciem próbowała się z nim skontaktować. I miała mu do przekazania coś bardzo ważnego, coś co ma bardzo ścisły związek z zaginioną przed laty żoną Benera.
O co może w tym wszystkim chodzić? Czy zaginięcie dziewczyny ma jakiś związek z żoną dziennikarza? Czy ktoś chciał uciszyć dziewczynę dlatego, że wiedziała o czymś bardzo istotnym?
Marek Bener rozpoczyna bardzo dokładne śledztwo mające na celu prześwietlenie rodziny zaginionej Moniki. Krok po kroku dociera to kłamstw i sekretów rodzinnych o których nikt nie ma pojęcia. Każdy jest podejrzany. Nie wiadomo kto kłamie. Ale dziennikarz musi oddzielić prawdę od fikcji, bo stawką tej gry jest nie tylko życie ale także równie ważnego, nadzieja, że jego żona Agata nadal żyję...

Po pierwszym tomie przygód Marka Benera, czyli postaci stworzonej przez Roberta Małeckiego, czekałem z napięciem na kontynuacje. Po pierwsze dlatego, że "Najgorsze dopiero nadejdzie" (pierwszy tom ;)) zwiastowało ogromne emocje w kolejnej części przygód toruńskiego dziennikarza. A po drugie (i to przede wszystkim), pierwsza część stała na bardzo wysokim poziomie, rozbudziła apetyt, stawiając poprzeczkę kolejnym książkom Roberta, bardzo wysoko. No właśnie, i teraz przechodzimy do tego o czym mówiłem we wstępie. Balonik oczekiwań przed lekturą tej książki był ogromny i miałem wielką nadzieję, że nie pęknie pod wpływem rozczarowania. ;)

I na całe szczęście nie pękł, bo nie było żadnego rozczarowania. Parę argumentów na poparcie tych słów? Proszę bardzo!

PO PIERWSZE: Świetnie skonstruowana fabuła, od której wprost ciężko się oderwać.

Dokładnie tak. Autor już w swoim debiucie pokazał, że trzymać w napięciu i emocjach to potrafi on jak mało kto. Każda strona przynosi nam kolejne fakty i zaskoczenia, które tylko pozornie przybliżają nas do rozwiązania tajemnicy. Pozornie, bo zamiast zbliżać się do prawdy, czasem się od niej zwyczajnie oddalamy. A im bliżej końca książki tym pytań bez odpowiedzi pojawia się coraz więcej. Nie da się ukryć, że Robert Małecki po raz kolejny stworzył historię, którą miłośnicy kryminałów będą śledzić z zapartym tchem. Ale nie ma co się za dużo nad tym rozwodzić, bo przecież sami ją poznacie, prawda? Jak i całą książkę, czyż nie? ;)

PO DRUGIE: Marek Bener. Da się go nie lubić?

Bezkompromisowy, odważny, z genialnym poczuciem humoru. Takiego bohatera ze świecą szukać. Szczególnie w polskiej literaturze, bo jeśli o bohaterów stworzonych przez zagranicznych pisarzy przychodzi mi taki jeden mocno charyzmatyczny i równie inteligentny bohater, "cobenowy" Myron Bolitar. Wygląda na to, że wspólne inicjały obu panów nie są dziełem przypadku. Wyobraźcie sobie powieść w której 2 x MB spotkali by się na kartach jednej historii? Ciekawe tylko co byłoby większa atrakcją, przezabawne dialogi czy intryga kryminalna? A może i jedno i drugie? ;)

PO TRZECIE: AGATA! CO Z NIĄ?!

Dobry kryminał to taki, który ma świetną fabułę, charyzmatycznych bohaterów, nie przynudza i raczy nas takim rozwiązaniem zagadki kryminalnej, która sprawia, że zbieramy szczękę z podłogi. A bardzo dobry kryminał? Który później może okazać się bardzo dobrą serią? On ma coś ekstra. Coś, co sprawia, że czytelnik ma ochotę sięgnąć po jego kontynuację jak najszybciej. Najlepiej, tu i teraz! I właśnie to udało się twórcy Marka Benera. Powyżej chwaliłem poszczególne elementy jego najnowszej książki, które sprawiły, że oceniłem ją tak pozytywnie. Ale to właśnie wątek poszukiwań zaginionej żony głównego bohatera, czyli to co ciągnie się od pierwszego tomu, jest tym co sprawia, że ma się ochotę zaapelować do Roberta Małeckiego żeby nie robił sobie żartów i wydawał trzeci tom już teraz. Bo ciekawość co z nią, po prostu zżera mnie od środka ;)

PO CZWARTE: Zakończenie, które...

No właśnie, i tu mam pewien rodzaju problem. Bo tak, rozwiązanie historii z zaginioną dziewczyną nie było jakieś bardzo nieprzewidywalne czy takie, że sprawiło, że na mojej twarzy odmalowało się wielkie zaskoczenie. Myślę, że w trakcie czytania pewnych rzeczy można było już się domyślić ale... Właśnie, tu pojawia się ale, bo o ile zakończenie historii, tak jak wspominałem powyżej,  niektórych elementach było do odgadnięcia, to tyle zakończenie samej książki potrafi wprawić w osłupienie. To nie jest tego typu zakończenie w którym wiecie, wszystko się wyjaśnia, i z każdą kolejną stroną czujemy, że to są już ostatnie strony. Tutaj było wręcz przeciwnie. Historia się zakończyła ale ostatnie zdania czy akapity sprawiły, że ciekawość wcale nie spadała, ona wzrastała, a po przekręceniu ostatniej strony miało się wrażenie, że chyba książce brakuje kilku stron, bo nie wolno zostawiać czytelnika w takim momencie, Robercie. ;)

WNIOSKI: Myślę, że po przeczytaniu całej recenzji formułowanie jakiś rozbudowanych wniosków nie ma sensu. Sami widzicie, że książka "Porzuć swój strach" przypadła mi do gustu równie mocno jak "Najgorsze dopiero nadejdzie". Drugi tom trzyma wysoki poziom pierwszego pod każdym względem. Mamy świetną historię? Mamy. Mamy wybornego bohatera, którego zaczynamy poznawać coraz bardziej? Mamy. Mamy emocję? Mamy. I co najważniejsze chcemy sięgać po kolejny tom. A raczej ja chcę ale jestem przekonany, że Wy też będziecie chcieli. No chyba, że nie lubicie świetnych książek. Ale w to nie uwierzę. Także ja, gorąco polecam Wam tę książkę. A jak wiadomo, ja nie polecam byle g... znaczy się, słabych książek. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz