10 października 2017

Wojciech Wójcik - "Jezioro pełne łez" #UdającRecenzenta 2

"Ciszę,która zapadła po tych słowach, zakłócał tylko żałobny płacz puszczyka"


Czasami jest tak, że natykamy się na jakąś nową książkę. Sprawdzamy opis, który okazuje się bardzo intrygujący. Ale patrzymy na nazwisko autor - nic nam ono nie mówi. No i w tym momencie czasem pojawia się w głowie myśl, że "jeśli nic mi to nazwisko nie mówi, to może jednak nie warto ryzykować. W końcu jakby był dobry to byłoby o nim głośno...". Jeśli miewałeś kiedykolwiek myśli tego typu to wiedz, że Twoje postępowanie jest baaardzo złe. A jak jeszcze chciałbyś mi powiedzieć, że masz niechęć do polskich kryminałów to... nie mów tego, tylko zabierz się za czytanie poniższego wpisu, bo opowiem Ci w nim o książce, która przełamie opór nawet najbardziej zatwardziałego przeciwnika naszych rodzimych kryminałów. ;)


Letni ośrodek wypoczynkowy na Mazurach. To tutaj, stara się odbudowywać swoje życie Marcin. Mężczyzna 5 lat temu, w przypadkowej bójce zabił człowieka i został skazany. Teraz, gdy wrócił na wolność zatrudnił się w ośrodku i ma wrażenie, że powoli wszystko zaczyna się układać po jego myśli. Ale to wszystko w mgnieniu oka zmienia się o 180 stopni.

Dochodzi do brutalnego morderstwa. Wszystkie poszlaki zaczynają wskazywać, że ktoś usilnie stara się wrobić Marcina. Gdy policja zaczyna coraz intensywniej się mu przyglądać, mężczyzna, ma wrażenie, że przeszłość powraca. Nie chcąc ponownie trafić za kratki, postanawia sam dojść do prawdy. Jednak każda kolejna rozmowa, każdy kolejny trop, tylko pozornie przybliżają go do rozwiązania tej zagadki. Dopiero po pewnym czasie, Marcin, uświadamia sobie, że zapuścił się na grząski grunt po którym musi stąpać bardzo uważnie. Każdy krok może go drogo kosztować, tym bardziej, że kilku osobom najwidoczniej bardzo zależy na tym by mroczne tajemnice z przeszłości nie ujrzały światła dziennego...

Co tak naprawdę skrywa ta pozornie sielska mazurska miejscowość? Czy Marcin będzie w stanie rozwiązać tę przerażającą zagadkę nim będzie za późno? Nim zginą kolejne osoby? W tej atmosferze mnóstwa niewiadomych i ogromu pytań jedno jest pewne. Chłopak nie może ufać nikomu, nawet własnej rodzinie...


Gdy dostałem propozycję współpracy (od Wydawnictwa Zysk i S-ka, za co bardzo dziękuje :)) dotyczącą tej książki, nie wahałem się ani przez moment. Po zapoznaniu się z opisem "Jeziora pełnego łez" zacząłem dostrzegać w niej potencjał, na naprawdę bardzo dobrą pozycję kryminalną. I nie przeszkadzało mi nawet to, że nazwisko tego autora w tamtym momencie, kompletnie nic mi nie mówiło. Czy ta decyzja była słuszna? Jak oceniam lekturę wyżej wymienionej książki? Zapraszam Was do poniżej analizy poszczególnych elementów, która pozwoli odpowiedzieć Wam na te pytania. ;)

PO PIERWSZE: HISTORIA, KTÓRA TRZYMA W NAPIĘCIU  I PĘDZI OD STARTU DO METY.

Powiedzmy sobie szczerze, książki mające po 600 stron ("Jezioro pełne łez" praktycznie do tej liczby dobija ;)) mają przeważnie bardzo rozbudowaną fabułę, co powoduję, że niekiedy potrafią mocno nudzić. Wielu autorów przesadza z nadmiernymi (moim zdaniem) opisami krajobrazów, architektury, czy tego jakie kolory skarpet główny bohater ma w swojej garderobie. Możemy się z tego śmiać ale w moim odczuciu tego typu zbędne fragmenty, sprawiają, że tempo akcji spada i czytanie nie daję nam już takich wielkich emocji jak się spodziewaliśmy. Na całe szczęście Wojciech Wójcik, w swojej książce oszczędza nam niepotrzebnych opisów dylematów czy ubrać skarpety w kropki czy w paski. I chwała mu za to! U niego akcja od samego początku wchodzi na wysokie obroty, co sprawia, że po prostu nie sposób oderwać się od lektury. Ale najważniejsze jest to, że przez cały czas trwania książki to tempo wcale nie spada. Ani przez moment! Ba! Wręcz ze strony na stronę przyśpiesza! Jeden trup to za mało! Proszę bardzo, będzie kolejny. Jedna zagadka to za mało? Jedna... dobre sobie. W tej książce zagadki, niedomówienia, mroczne tajemnice i... morderstwa pojawiają się tak często i gęsto, jak nie przymierzając, grzyby po deszczu.  I może grzybiarz ze mnie marny ale na dobrych kryminalnych intrygach troszkę się znam, a do takich, bez wątpienia zaliczam tę historię.

PO DRUGIE: GŁÓWNY BOHATER, KTÓREGO NIE SPOSÓB NIE LUBIĆ.

Nie wiem z czego się to wzięło, ale od samego początku, bardzo Marcina polubiłem. A każda kolejna strona czy konkretniej, każde kolejne zdarzenie w którym brał udział, tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że obdarzenie go taką sympatią było jak najbardziej słuszne. Inteligentny, bardzo odważny i co najważniejsze potrafiący radzić sobie w życiu z niewyobrażalnymi przeciwnościami. Te cechy głównego bohatera sprawiły, że z każdą chwilą moje pozytywne nastawienie do niego tylko rosło. Myślę też, że dzięki temu czytało mi się te książkę jeszcze przyjemniej, bo chciałem poznać dalsze losy mojego książkowego kumpla Marcina. I najlepiej jakby zakończyły się one happy end'em... Ale czy się tego doczekałem? Tego Wam nie powiem, przeczytajcie sami, a na pewno się przekonacie. ;)


PO TRZECIE: PRZESZŁOŚĆ MIESZA SIĘ Z TERAŹNIEJSZOŚCIĄ, CZYLI COŚ CO UWIELBIAM.

Jak czytam książkę i zaczynają pojawiać się w niej fragmenty retrospekcyjne to w mojej głowie rodzi się myśl (która graniczy z pewnością ;)), że prawdopodobieństwo tego, że ta książka mi się spodoba wzrosło własnie o kilka (a nawet kilkanaście) procent). Ale jestem przekonany, że nie jestem  tym odosobniony. Myślę, że wielu z Was, tak jak ja, oddając się lekturze książki kryminalnej lubi zaglądać w najmroczniejsze zakamarki. Lubi, sięgać tam, gdzie w naszym codziennym życiu nie zawsze może, czyli do przeszłości. A już idealnie, jak ta przeszłość jest niezupełnie kryształowa. Wtedy jest najciekawiej. I właśnie autor "Jeziora pełnego łez" daję nam taką możliwość. Początkowo wydaje się, że mamy do czynienia z zabójstwem, którego motywy znajdują się, gdzieś tu, na wierzchu, w teraźniejszości. Ale gdy główny bohater książki rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, okazuje się, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Pozornie "czyste" osoby stają się czarnymi charakterami z mnóstwem grzeszków na koncie. Na jaw wychodzi coraz więcej faktów z przeszłości,  o których istnieniu Marcin nie miał kompletnie pojęci. A najgorsze jest to, że całe śledztwo budzi demony jego własnej przeszłości, które sprawiają, że życie w którym dotychczas funkcjonował okazuje się tylko zwyczajną ułudą.

PO CZWARTE: ZAKOŃCZENIE, KTÓRE CZYTA SIĘ Z OTWARTYMI USTAMI.

Powiem Wam, zupełnie szczerze, że już przed zakończeniem miałem bardzo pozytywne zdanie na temat tej książki ale w myśl znanego przysłowia "Nie chwal dnia przed zachodem słońca", postanowiłem wstrzymać się z ferowaniem osądów do samego końca. Wiadomo jak to bywa w kryminałach, zakończenie potrafi mocno podbudować słabą fabularnie książkę, ale też może zadziałać w przeciwnym kierunku. I w sumie dobrze zrobiłem, bo teraz będąc "na gorąco" po zakończeniu książki, powiem Wam, że takiego czegoś to ja się nie spodziewałem. Tak jak pisałem powyżej, autor stworzył naprawdę dobrą historię, od której ciężko było się oderwać. Ale to co zaserwował czytelnikowi na zakończenie przechodzi najśmielsze oczekiwania. Krótko rzecz ujmując, ten finał był pieczątką potwierdzającą naprawdę wysoką jakość produktu.;)
Jak wiecie (lub może jeszcze nie ;)) ja zawsze w trakcie czytania książki snuje jakieś domysły, staram się ułożyć wszystkie pojawiające się w książce tropy w jakąś zgrabną całość, teorię, która będzie miała ręce i nogi, po to by zdążyć przed głównym bohaterem (rzadko mi się to udaje ale to chyba dobrze świadczy o książkach. ;)). Tym razem też podjąłem takie próby. Próbowałem, próbowałem i jeszcze... No krótko mówiąc nic z tego nie wychodziło. Zawsze coś mi nie pasowało, czegoś brakowało, któryś z bohaterów przeszkadzał w wejściu w życie mojej teorii. W pewnej chwili pomyślałem, że może po prostu przekombinowałem, może to rozwiązanie jest dużo prostsze niż mi się wydaje, bo przecież nie da się przecież  połączyć tego wszystkiego w jedną całość. No po prostu, nie ma takiej opcji... Jednak Wojciech Wójcik udowodnił mi jak bardzo się myliłem. Na sam koniec zostawił najostrzejszą amunicję. I wystrzelił z niej tak celnie, że nie było czego zbierać. WOW! Jestem pod ogromnym wrażeniem!

PO PIĄTE: BONUSOWY PLUS ZA JEDNO NAZWISKO.;)

Znacie mnie już nie od dziś i wiecie jak często w moich wpisach pojawia się Harlan Coben. Bardzo często (zupełnie nieświadomie ;)) zdarza mi się wplatać w swoje wypowiedzi coś na temat tego pana. Dlatego tym większe było moje zaskoczenie, gdy po raz pierwszy w książce polskiego autora natrafiłem na jego nazwisko. Nie wiem czy pan Wojciech Wójcik jest takim zatwardziałym fanem Harlana jak ale jedno jest pewne, ma u mnie za to jedno zdanie ogromnego plusa. ;) Jesteście ciekawi, w jakich okolicznościach wzmianka o Cobenie znalazła się w polskim kryminale? To macie kolejny powód żeby przeczytać "Jezioro pełne łez".

WNIOSKI: Jeśli po przeczytaniu książki jakiegoś nowego autora możemy czasami powiedzieć, że zapukał on drzwi z napisem "Świetni autorzy" to w tym przypadku, należało by powiedzieć, że Wojciech Wójcik powyższą książką wszedł do tego grona z wielkim impetem i na pewno zostanie w nim na dłużej. Krótko mówiąc, polecam  Wam gorąco "Jezioro pełne łez", bo jest to kawał bardzo dobrzej książki, która wprost przepełniona jest kryminalną akcją i ogromem emocji. No i są trupy, a jak już wszyscy wiemy, to one ożywiają atmosferę. ;)

Za egzemplarz tej książki i możliwość poznania kolejnego świetnego polskiego autora kryminałów, serdecznie dziękuje Wydawnictwu Zysk i S-ka.

A poniżej parę linków, które polecam odwiedzić:

Więcej o książce: http://www.sklep.zysk.com.pl/jezioro-pelne-lez.html
Strona internetowa Wydawnictwa: http://www.zysk.com.pl/
Profil Instagramowy Wydawnictwa: https://www.instagram.com/zysk_wydawnictwo/

1 komentarz:

  1. Twój wpis kusi do zakupu tej książki. Coraz częściej sięgam po polskich autorów, więc tym razem również się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń