2 stycznia 2018

Jill McGown - "Morderstwo na starej plebanii" #UdającRecenzenta 7

"Kiedy nie wybebeszasz zwłok jesteś miły i nieszczęśliwy jak my wszyscy. Dopiero w towarzystwie śmierci robi ci się wesoło. To trochę nienormalne. Freddie.
- Już to słyszałem. Lubię martwe ciała. - Uśmiechnął się. - Niektóre żywe też (...)"


W okresie świątecznym, czy ogólnie świąteczno - noworocznym wielu (a raczej bardziej wiele) z Was sięgało pewnie po książki z zimowym, świątecznym motywem. Postanowiłem nie być gorszy i na lekturę około świąteczną wybrałem sobie książkę, której akcja rozpoczyna się w dzień wigilijny ale żebyście nie pomyśleli, że na starość przerzucam się na książki spokojniejsze z takimi super historiami miłosnymi to dodam, że zaczynamy od morderstwa i to na plebanii, a ofiarą jest zięć pastora, który coraz częściej przebąkuje o chęci łamania przykazań. Prosta sprawa? Już wiemy kto zabił? Chyba nie wiemy. Zapraszam do wyjaśnień, które znajdziecie poniżej ;)


Śmiertelny cios w głowę pozbawił życia Grahama Elstowa, ale pastor i jego żona raczej go nie opłakiwali. Elstow był ich zięciem, który kilka miesięcy wcześniej ciężko pobił ich córkę Joannę. Niestety wszystko wskazuje na to, że sprawcą zbrodni jest ktoś blisko związany z rodziną, ale nikt nie zamierza przyznawać się do winy. Duet złożony z inspektora Lloyda i sierżant Judy Hill błąka się po labiryncie potencjalnych zabójców, niezliczonych motywów i własnych powikłanych relacji. Chociaż sprawa z pozoru wydaje się banalna, policjanci dostrzegają szereg wątków pobocznych, które należałoby zbadać.

No dobra, jak już wstępy mamy za sobą to czas przejść do tego co w tym wpisie jest (nie licząc oczywiście mnie ;)) najlepsze i najważniejsze czyli mojej opinii o starej plebanii, a raczej morderstwa, którego się na niej dopuszczono. To tradycyjnie wypunktujmy sobie to, co jest moim zdaniem najważniejsze. ;)

PO PIERWSZE: Fabuła dopracowana w każdym aspekcie niemal do perfekcji.

Co sprawia, że podczas lektury tejże książki nie możemy narzekać na nudę. Świetnie skonstruowana, pokrętna intryga powoduje, że co rusz zmieniamy podejrzanego. W zasadzie może nawet nie zmieniamy, bo zwroty akcji i dowody, które podsuwa nam autorka dają poczucie, że tam winni to są wszyscy! Cała ta wioska pewnie uknuła spisek i wszyscy razem zabili, a teraz robią tylko wodę z mózgu biednym detektywom i biednemu mnie... czyli czytelnikowi. Ale tak już zupełnie serio, to naprawdę pod względem dopracowania zagadki i trzymania osoby czytającej w napięciu do samego końca, Jill McGown osiągnęła tą książką bardzo wysoki poziom. Niektórzy twierdzą, że "Morderstwo na starej plebanii" jest tak dobre, że nie powstydziła by się go sama Agatha Christie. i ponoć jest też "w stylu wyżej wymienionej". Ale nie odniosę się do tego, po pierwsze nie lubię takich porównań. A po drugie, moje doświadczenie z książkami pani Agathy jest niewielkie, żeby nie powiedzieć prawie żadne, bo czytałem tylko jedną książkę. ;)

PO DRUGIE: Zamknięty krąg podejrzanych, w którym każdy wydaje się być idealnym kandydatem na mordercę. *

Wydawać by się mogło, że jak podczas całej książki będziemy krążyć wokoło tylko 3-4 podejrzanych to raczej szybko powinno nam pójść znalezienie tego prawdziwego. No i własnie, to się tylko tak wydaje. W tej książce dostajemy niewielu podejrzanych ale każdy z tych podejrzanych coś ukrywa. Każdy z tych podejrzanych miał motyw żeby zabić. I przede wszystkim każdy z nich miał czas i sposobność żeby tego mordu się dopuścić. Uwierzcie mi, że przez ten ograniczony zbiór kandydatów na morderców, podczas lektury podejrzewałem dosłownie każdego z głównych bohaterów. Na poszczególnych etapach byłem w stanie dopasować teorię, która jednoznacznie wskazywała na winę któregoś z nich. Byłem pewien, że na bank mam rację, to musi być ten osobnik. No po prostu nie ma innej opcji! Ale jak można się domyślić... jednak była. ;)
Ale muszę przyznać, że to była świetna zabawa, która tylko podniosła moją ocenę tej książki.

*Stężenie słowa "każdy" w tym punkcie przekroczyło wszelkie dopuszczalne normy ;)

PO TRZECIE: Para detektywów, których relacja była... sam nie wiem jak ją nazwać ;)

To tak wiecie, bardziej a propo wątku pobocznego książki. Bo nie każdy z Was pewnie wie, ale detektyw też jest człowiekiem. Nawet ten z książki! Musi czasem coś zjeść, czasem coś wypić albo czasem mieć skomplikowany romans z koleżanka z pracy (lepiej z koleżanką niż z kolegą ;)). Ale w tym przypadku nie jest to taki zwyczajny skok w bok (o ile jakiś w ogóle można nazwać zwyczajnym ;)) tylko jest to bardziej złożona relacja, w której czasami miałem wrażenie, że oboje nie wiedzą czego chcą. To znaczy, on chyba bardziej wiedział ale ona nie wiedziała. A może wiedziała, tylko jak to kobieta nie potrafi się zdecydować? No dobra, to nie jest najważniejsze. Wspominam tu o tym, bo ten wątek czytało się naprawdę całkiem dobrze, był chwilami, taką fajną odskocznią dla knującego intrygi mózgu. Byłem na serio ciekaw jaki to znajdzie finał. Tak, nawet ja człowiek o mrocznej naturze zainteresowałem się takim aspektem, a to znaczy, że coś w tym musiało być, bo najczęściej tego typu wątki w kryminałach tylko mnie nudzą. ;)

PO CZWARTE: Zakończenie, które udowadnia, że nic nie jest takie jak nam się wydaję. 

Żeby nie było niejasności, nie mam tu na myśli tego, że po poznaniu zakończenia tej książki byłem w jakimś wielkim, głębokim szoku, bo tak na pewno nie było. Jak ma się do czynienia z ograniczonym zestawem podejrzanych to raczej ciężko oczekiwać, że będziemy z wrażenia zbierać szczękę z podłogi. Ale absolutnie nie umniejsza to tej książce ani trochę. Tutaj jednak mam na myśli coś troszeczkę innego. "Morderstwo na starej plebanii" to książka, która pokazuje, że zło siedzi w każdym z nas, potrzebuje tylko odpowiedniego katalizatora żeby wybuchnąć na zewnątrz. Katalizatora, którym może być tak naprawdę wszystko. Możemy tak jak bohaterowie tej powieści zarzekać się, że nigdy nie bylibyśmy w stanie dopuścić się morderstwa ale tak jak "okazja czyni złodzieja", tak "okoliczności czynią mordercą". Wystarczy małe niepozorne słówko i może dojść do tragedii.

WNIOSKI: Powyżej omawiana przeze mnie książka to bardzo przyjemny w czytaniu kryminał, którego lektura sprawi niemałą przyjemność miłośnikowi gatunku, więc jeśli ktoś z Was szuka książki bogatej w zwroty akcji, ze świetnie wykreowanymi bohaterami, która ani przez moment nie przynudza, to w te ciemne zimowe wieczory polecam się przenieść na tę starą plebanię. Uwierzcie mi, ona wcale nie jest taka święta jak się wydaje, ;)

Jeśli mało Wam jest wpisów w których piszę o książkach to zapraszam
tutaj: http://www.kryminalnie.pl/2017/10/thomas-olde-heuvelt-hex-udajac.html
i tutaj: http://www.kryminalnie.pl/2017/11/shari-lapena-nieznajoma-w-domu.html
Gdzie możecie przeczytać opinię na temat innych książek, które miałem okazję czyta dzięki współpracy z Wydawnictwem Zysk i S-ka.:)

KUP KSIĄŻKĘ: http://sklep.zysk.com.pl/morderstwo-na-starej-plebanii.html
STRONA INTERNETOWA WYDAWNICTWA: http://www.zysk.com.pl/
PROFIL INSTAGRAMOWY WYDYWAWNICTWA: https://www.instagram.com/zysk_wydawnictwo/

2 komentarze:

  1. W sumie to nawet tytuł jest jak z książki Agaty Christie :D Jej twórczość uwielbiam, więc może kiedyś się skuszę na tę :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy ja samej książki Agaty Christie nie kojarzę ale tutaj w "Morderstwie na starej plebanii" na samym początku (oczytany!) policjant stwierdza, że będzie pewnie tak, że zagadkę rozwiążę za nich starsza pani Marple. Nawiązując właśnie do tamtej książki ;)
      Więc jak widać te porównania to na pewno nie przypadek ;)

      Usuń