29 marca 2018

C.J. Tudor - "Kredziarz" #UdającRecenzenta 9

"Wydaje nam się, że chcemy poznać prawdę, ale w rzeczywistości interesuje nas tylko ta jej wersja, która nam pasuje. Taka już jest ludzka natura. Zadajemy pytania i mamy nadzieję, że usłyszymy odpowiedzi, które chcemy usłyszeć. Problem w tym, że prawdy nie możemy sobie wybrać. Prawda ma to do siebie, że po prostu jest. Można jedynie dokonać wyboru czy w nią uwierzyć czy nie."



W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.
Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Początkiem roku (czyli w okolicach premiery) "Kredziarza" wszędzie było pełno. Recenzje na blogach, zdjęcia na Instagramach i ta cała otoczka związana z promocją tej książki, sprawiały, że bałem się otworzyć szafę w obawie, że zaatakuje mnie ten ludzik z okładki, założy mi pętle na szyję... No ale dobra, lepiej żebym nie kontynuował tej myśli. Krótko mówiąc, miałem lekkie obawy, że po raz kolejny w tym roku będę miał do czynienia z książką, która wszystko co najlepsze, zawdzięcza ekipie zajmującej się jej reklamą. Właśnie dlatego, mimo, że swój egzemplarz otrzymałem jeszcze przed premierą, ociągałem się z tym żeby  po nią sięgnąć. Ale po ponad miesiącu zwlekania, moja ciekawość wreszcie wzięła górę i przeczytałem. I co?

PO PIERWSZE: Mroczna i wstrząsająca historia, której narracja prowadzona jest dwutorowo.

Historia z 1986 roku i ta z opisująca współczesnego Eddie'ego i jego życie, obie te perspektywy tworzą razem świetną i spójną fabularnie historię ale dają czytelnikowi coś jeszcze. Zastosowanie tego typu zabiegu pozwala lepiej wczuć się w historię ale zarazem sprawia, że odgadnięcie zakończenia nie jest takie proste, bo nie sposób przewidzieć co takiego opowiem nam "młody Eddie", wiadomo jedynie, że to coś ma wielki wpływ na jego aktualne życie i że nie będzie czymś bardzo przyjemnym. ;)

PO DRUGIE: "Lekkie" pióro, które sprawia, że czytanie nabiera niesamowitej prędkości.

Mocny plus książki. Sposób w jaki C.J. Tudor formułuje zdania czy ogólnie buduje dłuższe fragmenty jest bardzo przyjemne w czytaniu. Nic nie jest przekombinowane, nie dostajemy do rąk "przempowanej" książki, której większą część zajmują przynudzające opis. Jest rzeczowo, konkretnie, a to powoduje, że "Kredziarz" to książka, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie.

PO TRZECIE: Tajemniczy bohaterowie - każdy wydaje się mieć coś za uszami.

Stworzyć książkę, w której wszyscy bohaterowie zdają się być w pewnym stopniu podejrzani to wielka sztuka. Na szczęście w przypadku tej książki zostało to zrealizowane z niezwykłą starannością. Autorka nakreśliła portrety postaci w taki sposób, że nie było możliwości nie dostrzegać w każdym z nich, choć małego pierwiastka człowieka o mrocznej naturze, który był sprawcą całego tego "kredowego" zamieszania. Ale to tylko kolejny dowód na to, kreacje bohaterów były bardzo rzeczywiste. No bo któż z nas nie ma jakiś grzeszków na sumieniu? Grzeszków, o której istnieniu nie wie nikt? ;)

WNIOSKI: Każdemu debiutującemu pisarzowi życzę żeby jego wejście do świata pisarzy było tak okazałe jak w przypadku pani C.J. Tudor. W "Kredziarzu" nie widać niczego co można by nazwać "tremą debiutanta" czy "błędami nowicjusza. W moim odczuciu, ta książka nie tylko nieśmiałe pukanie do drzwi pokoju o nazwie "Autorzy na których książki, Daniel  czeka", to jest bardziej uchylenie tych drzwi i zrobienie pierwszego kroku przez próg. Teraz tylko od pani C.J. Tudor zależy czy zostanie w nim na dłużej czy przy najbliższej okazji wyleci z hukiem. Ja będę czekał na jej kolejne powieści żeby potwierdzić, że "Kredziarz" to nie był przypadek, a naprawdę prawdziwy talent. Fanom kryminalnych historii jak najbardziej polecam. ;)

Poprzednie wpisy:
Nowości w księgraniach - zapowiedzi kwietnia
Czy oddzielanie kości od ścięgien to normalne hobby? - recenzja
Morderstwo w Wigilię? Trup na plebanii? - recenzja

6 komentarzy:

  1. Ha ha! Czyli tobie też się podobała! :) Na kolejne książki tej autorki będę czekać z niecierpliwością, bo debiut wyszedł jej świetnie. U mnie na blogu też jest co nieco o tej książce, zapraszam (*nieśmiała reklama*) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że podobało! Obyśmy nie musieli długo czekać na kolejne książki ;)
      A Twoja recenzja... jak najbardziej przeczytana. I nie bądź nieśmiała, reklamuj się śmiało! :)

      Usuń
  2. Widzę, że książka spodobała Ci się tak jak i mnie! :D Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś, ale dodam też coś od siebie. W mojej recenzji podkreśliłam, że nie spodobali mi się dość schematyczni bohaterowie, bardzo podobni do tych z "To" Stephena Kinga. Było tyle możliwości, a autorka postanowiła iść na skróty i wybrała typową paczkę dzieciaków - grubas, dziewczyna - chłopczyca, niezdara itd. Mimo tego minusa książka rewelacyjna i również czekam na kolejne powieści autorki :)
    Pozdrawiam ciepło! Dolina Książek ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, masz rację. Ta grupka bohaterów jest bardzo schematyczna. Wcześniej o tym nie pomyślałem ale teraz jak przeczytałem Twój komentarz to zastanowiłem się nad tym i rzeczywiście, taki skład grupy "dzieciaków" to taki standardzik ;)

      Usuń
  3. Niestety, dla mnie to kompletnie nie zagrało. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda ale no ale nie każdemu podoba się to samo ;)

      Usuń