22 maja 2018

Przysłowiowy tag książkowy (cz.1/3)

Czas wreszcie wrócić do większej różnorodności na blogu. Nie tylko ciągłe mądrzenie na temat książek i robienie się  siebie wyroczni w stylu: "To musicie przeczytać, a tego nawet nie tykajcie". Właśnie dlatego wracamy "korzeni" i do tego co piszę mi się przyjemnie, a na pewno przyjemniej niż te wszystkie opinię. Czas na tagi! A konkretnie na przysłowiowy tag książkowy na który natknąłem się gdzieś kiedyś podczas przeszukiwań internetów. Ale postanowiłem, że pierwszy krok po przerwie nie może być zbyt męczący i wymagający, dlatego podzieliłem ten tag (składający się aż z 18 przysłów) na 3 wpisy. Także będzie 3 razy więcej wpisów. O ile mój entuzjazm do prowadzenia bloga znowu nie wyparuje.;)


Ale dobra, dość tych długich wstępów i opowieści (bo jak się teraz nie powstrzymam to zboczę z tematu i zacznę gadać/pisać od rzeczy, a przecież tego byśmy nie chcieli ;)), czas przejść do sedna tagu żeby wykazać się niezwykłą umiejętnością interpretacji przysłów pod kątem książek. ;)

1. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - czyli książka jednotomowa, której kontynuację chętnie bym przeczytała.

Alice Feeney - "Czasami kłamię"

Są trzy rzeczy, które powinniście wiedzieć o Amber Reynolds. Pierwsza: jej mąż już jej nie kocha. 
Amber jest w śpiączce (rzecz druga), w którą zapadła po wypadku samochodowym. Jej ciało jest nieruchome, ale umysł pracuje na najwyższych obrotach, starając się odtworzyć minione dni i tygodnie. Siniaki i obrażenia na jej ciele wskazują, że nie był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności, lecz celowe działanie. Głównym podejrzanym jest jej mąż. Ale w tej opowieści nic nie jest proste, bo (rzecz trzecia) Amber czasami kłamie.

Hmm... Prawdę powiedziawszy to mam problem z tym punktem (cóż za świetny początek tagu ;)), bo tak zasadniczo książka, której kontynuacje chętnie bym poczytał, musi być książką, która mi się bardzo podobała ale z drugiej strony, nie wiem czy chciałbym żeby kontynuacja zepsuła wrażenie pierwszego tomu. Lepsze jest wrogiem dobrego (tak wiecie, że niby trzymamy klimat przysłów ;)). I dlatego czasami ciesze się, że pojedyncze książki pozostają pojedyncze. Bo jak autor stara się na siłę pisać kolejny tom to może tylko nas do siebie, do serii i swojej twórczości, zrazić. No ale żeby nie było, że idę na łatwiznę i wszędzie wymawiam się, że nie ma książki pasującej do takiego podpunktu (mały spoiler: w jednym miejscu w tym wpisie będę to robił ;)) to postanowiłem jednak umieścić tu jakąś lekturę. I padło na "Czasami kłamię", a to przede wszystkim przed wzgląd na jej zakończenie... Szalone, otwarte i intrygujące zakończenie. Polecam tę książkę każdemu z Was. ;)



2. Wyśpisz się po śmierci - czyli książka, w którą tak się wciągnęłam, że mogłabym zarwać przy niej nockę.

Shari Lapena - "Nieznajoma w domu"

Karen i Tom są szczęśliwi. Mają uroczy dom w północnej części stanu Nowy Jork, wciąż są praktycznie nowożeńcami.. Ale pewnego dnia po powrocie do domu Tom stwierdza, że Karen zniknęła – na podjeździe nie ma jej samochodu i wszystko wskazuje na to, że wyjechała w wielkim pośpiechu. Zostawiła nawet torebkę z dokumentami i telefonem komórkowym…
Nagle ktoś puka do drzwi – to policjanci, którzy chcą zabrać Toma do szpitala, do którego została przyjęta jego żona. Miała wypadek samochodowy – straciła panowanie nad pojazdem, kiedy pędziła z nieprzepisową prędkością przez najpodlejszą dzielnicę w mieście. Z wypadku Karen wyszła ze wstrząśnieniem mózgu i kilkoma zadrapaniami. W zasadzie szybko wydobrzała, jednak nie pamięta, co robiła i gdzie przebywała w momencie, kiedy rozbiła samochód. Gliniarze uważają, że rzekoma utrata pamięci jest z jej strony wygodnym posunięciem i podejrzewają ją, że kłamie. Karen wraca do domu z Tomem. Pragnie wyzdrowieć i prowadzić dotychczasowe życie. Policja nie daje jej jednak spokoju. Okazuje się, że oboje z Tomem są sobie obcy. Każde z nich ma coś do ukrycia. Każde ma tajemnicę, dla której mogłoby nawet zabić, byleby tylko nie wydostała się na światło dzienne...

Thriller psychologiczny z cyklu tych, które lubię najbardziej. Mroczny, tajemniczy i przepełniony kłamstwem i niepewnością. Takie cechy sprawiają, że od książki wprost nie sposób się oderwać. Strona zmienia się w dziesiątki stron, dziesiątki w setki, a noc się kończy. Nawet nie  wiadomo kiedy cała ta historia dobiega końca. I jedynym jej minusem jest to, że tak szybko się kończy ale wiadomo wszystko co dobre, szybko się kończy.

3. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - czyli książka, którą mogę czytać wielokrotnie.

Harlan Coben - "W głębi lasu"

„Pewnej nocy poszliśmy sami do lasu. Nie powinniśmy.” Myśleli, że znaleźli najbardziej odosobnione miejsce w okolicach młodzieżowego obozu PLUS. Nie mogli się bardziej pomylić. Dwójka zakochanych przypadkowo stała się świadkami krwawego morderstwa, które popełniono na czworgu nastolatków.
Właśnie, czworgu…? Przecież odnaleziono tylko dwa ciała. Co stało się z pozostałymi? Czy jest szansa, że ofiary jakimś cudem przeżyły?
Jedną z zaginionych osób jest Camille, siostra prokuratora Paula Copelanda, który po dwudziestu latach od tragedii wciąż nie może się z nią pogodzić. Zwłaszcza że to on, wtedy w lesie, był jednym z nastolatków, którzy słyszeli przerażone krzyki dobiegające zza drzew. I kiedy w Nowym Jorku w zastrzelonym mężczyźnie rozpoznaje drugą z zaginionych ofiar, zadaje sobie pytanie: Czy Camille żyje?

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki? A co jeśli już się wejdzie do niej drugi raz i na dodatek to drugie wejście okaże się jeszcze lepsze niż pierwsze? I przyniesie nam więcej ciekawych doznań? Będzie po prostu jeszcze lepsze. Wtedy na pewno zapragniemy do tej rzeki wracać, trzeci, czwarty i kolejny... Tak właśnie mam z książkami Cobena. Wracam do nich regularnie co jakiś czas. A "W głębi lasu" jest pod tym względem prawdziwym przodownikiem. Na przestrzeni ostatnich 10 lat czytałem tę książkę już trzy razy. I za każdym razem podoba mi się bardziej. Powiedziałem już na jej temat tak wiele, że nie będę się rozpisywał. Powiem tylko, że jest to jedna z moich ulubionych książek Harlana Cobena. 

4. Stary, ale jary - czyli ulubiona książka z dzieciństwa.

Ale ja nie miałem dzieciństwa. To znaczy mieć, miałem, bo zaraz sobie ktoś pomyśli... No nieważne co pomyśli.  Chodzi bardziej o to, że nie kojarzę książek, które wtedy czytałem, bądź mi czytano, w czasach gdy nazwa Lechita92 nawet nie była w zarodkiem. Jak sięgam pamięcią wstecz to najstarszym książkowym wspomnieniem są, czytane w wieku 12 lat, książki Harlana Cobena. Podciągamy to pod ulubione książki z dzieciństwa? Czy dwunastolatek to już dorosły mężczyzna i pod żadnym pozorem nie mówmy od  dzieciństwie? ;)

5. Nie taki diabeł straszny, jak go malują - czyli książka, która mnie miło zaskoczyła.

Mindy McGinnis - "Dyskretne szaleństwo"

Grace Mae doskonale wie, czym jest szaleństwo. Otacza ją z każdej strony. Zesłana do przytułku dla obłąkanych w Bostonie, ciężarna i głodzona dziewczyna niemal niknie w oczach. Milczenie to jedyny azyl, który jednak nie pozwala zapomnieć o dawnej krzywdzie.
Pomimo drastycznych warunków, w jakich przebywa Grace, pewnego dnia dostrzega ją wyszkolony frenolog i amator psychologii kryminalnej doktor Thornhollow. To on odkrywa potencjał genialnego umysłu dziewczyny i widzi w niej partnerkę w badaniu mrocznych zagadek.
Wkrótce para wspólników wplątuje się w poszukiwania seryjnego mordercy młodych kobiet. Grace, mierząc się z demonami przeszłości, próbuje wytropić zabójcę. Skrywana trauma nie daje o sobie zapomnieć, a zadanie staje się nie lada wyzwaniem.

Zupełnie szczerze, zaczynając lekturę, nie miałem co do tej książki jakiś mega wielkich oczekiwań. Ot, książka z ciekawym opisem i interesującą mnie tematyką. Ale przecież o wielu książkach możemy powiedzieć, że jej opis "jest interesujący" czy, że "może być dobra". Ale to nie oznacza, że poziom zawartości książki idzie zawsze w parze z intrygującym opisem. Na szczęście w przypadku tej książki było inaczej. Lektura "Dyskretnego szaleństwa" okazała się czymś bardzo przyjemnym. Moim zdaniem w wielu aspektach przypomina ona książki o Sherlocku Holmesie. Także fani tej kultowej postaci powinni baczniej przyjrzeć się powyższej pozycji.


6. Jedna jaskółka wiosny nie czyni - czyli autor, którego przeczytałam więcej niż jedną książkę/serię i każda z nich mi się podobała.


Remigiusz Mróz

Chyłka (loading 100%)
Forst (loading 20%)
Behawiorysta (loading 100%)

Jak do tej pory, tak prezentują się moje "statystyki" twórczości tego sympatycznego pana z Opola, którego widzicie na załączonym zdjęciu. 9 przeczytanych książek i do tej pory żadna mnie nie zawiodła, a to chyba coś oznacza. Jeśli ja, człowiek czytający miliard autorów i ogromną ilość serii, jestem z którąś z serii na bieżąco i sięgam po premierowy tom w okolicach premiery (czytaj w odległości około miesiąca) to znaczy, że coś jest na rzeczy. A tak właśnie jest z "chyłkowo - zordonową" serią. Nie będę Wam tu opowiadał dlaczego tak dobrze czyta mi się książki Remigiusza. Myślę, że każdy szanujący się czytelnik książek około kryminalnych powinien spróbować jego twórczości, bo jej wachlarz jest tak duży, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. ;)

No proszę, jak sprawnie poszło napisanie tego pierwszego (po latach przerwy ;)) książkowego tagu. Nie będę nikogo nominował, bo takie rzeczy robi się na końcu, a wiecie już, że ten wpis to początek tagowej  trylogii, którą ma zamiar prezentować Wam w ciągu najbliższych dni ewentualnie tygodni, ewentualnie miesięcy... No dobra, postaram się uwinąć z tym do końca roku. Przyszłego roku ;)

A przez ten czas czytajcie bloga, odwiedzajcie go regularnie (bo mu smutno w samotności ;)) i trzymajcie się cieplutko. Lato się zbliża, więc o to ostatnie powinno być dużo łatwiej niż dotychczas. ;)

Na koniec zapraszam Was jeszcze do wcześniejszych wpisów, które znajdziecie tutaj:

Teraz już naprawdę znikam! Miłego dnia/nocy i do następnego! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz